ROZDZIAŁ 2
Ścieżka
Rosalie
Przede mną w gablotach wystawowych
leżało mnóstwo broni, ułożonej na bokach, z przyczepionymi białymi metkami.
Po drugiej stronie gabloty stał mały
staruszek z niewielką ilością włosów (właściwie, na jego lśniącej głowie
wisiały jakieś trzy pasma) i patrzył na mnie, gdy oceniałam swoje opcje.
Mogłam sobie wyobrazić, jak
wyglądałam. Ponieważ minęło zaledwie kilka dni od przybycia Tacka, Hopa, Tyry i
Lanie, wciąż byłam posiniaczona i zszyta, miałam zaklejony nos, miałam wściekłe
blizny na szyi i poruszałam się ostrożnie.
Prawdopodobnie myślał, że byłam kobietą,
która myślała o zemście.
Nie
byłam.
Byłam
kobietą, która myślała o ochronie.
Chaos
powiedział, że będą mnie chronić, ale mówili to już wcześniej i żadna ochrona
nie jest nieomylna (o czym przekonałam się na własnej skórze).
Tym
razem nie zamierzałam ryzykować.
Starszy
pan do mnie nie podszedł, co wydawało mi się dziwne. Pracował tam, a ja byłam
klientką. Miałam pytania. Chodzi mi o to, że mogłam wybrać broń, która
zmieściłaby się w każdej z moich torebek (albo przynajmniej w większości moich
torebek - miałam takie same szanse z torebkami i portfelami, bo, jeśli torebka
była mniejsza, portfel również musiał być mniejszy), ale potrzebowałam też
takiej, którą mogłabym obsłużyć.
Ponadto
musiałam nauczyć się, jak się nią posługiwać.
Według
wpisu na Yelp[1],
Emporium Broni Zipa było miejscem, w którym można było znaleźć wszystkie
potrzebne rzeczy związane z bronią i amunicją, oferującym, co musiałam przyznać,
zrzędliwą (i było sporo recenzji, które zawierały takie informacje), ale mimo
to fachową poradę dotyczącą broni i amunicji.
Wpis
informował również, że była tam strzelnica.
I
kimkolwiek był Zip, prowadził zajęcia.
Robił
to zrzędliwie, ale podobno był w tym dobry.
Ale
nigdzie nie było żadnych ogłoszeń o tych zajęciach. Jedyne, co wisiało na
ścianach, to strzelby, karabiny i więcej broni krótkiej, a także dziwne plakaty
z przeważnie nagimi laskami wymieszane z kalendarzami z przeważnie nagimi
laskami.
Potrzebowałam
broni i zapisania się na zajęcia.
Więc
musiałam z kimś porozmawiać.
-
Bierzesz to? - usłyszałam pytanie.
Spojrzałam
w kierunku, z którego to przyszło, czyli w stronę starego faceta, który, jak
widziałam, nie mówił do mnie, gdy usłyszałam - Tak.
Wtedy
odwróciłam się jeszcze bardziej, tuż przed tym, jak zamarłam.
Snapper
zbliżał się do mnie.
Robił
to również, wykonując pełen ogląd mojego ciała, w górę, w dół, z powrotem w
górę, w dół, a następnie z powrotem w górę, wzrok zatrzymywał się na moim
gardle, potem na mojej twarzy, aż w końcu do mnie dotarł, zatrzymał się i
spojrzał mi w oczy.
To
był dzień męskiego koka, a także około sześć dni po tym, jak przystrzygł brodę.
I
wiedziałam, że było to sześć dni, bo poczułam, co uderzyło mnie w dolną część
brzucha, że te sześć
dni odkąd zostałam ranna, to sześć
dni, które spędził,
martwiąc się o mnie i nie
zawracając sobie głowy tym, co uważał
za niepotrzebną osobistą pielęgnację.
-
Hej - odezwał się do mnie swoim barytonem.
-
Hej - powiedziałam cicho.
-
Jak się masz? - zapytał.
-
Dobrze - odpowiedziałam.
Jego
zęby wyskoczyły i trafiły dokładnie w środek jego pełnej dolnej wargi w taki
sposób, że natychmiast zostałam zahipnotyzowana.
Puściły
tę wargę, by szepnąć - Rosie.
Podniosłam
wzrok na niego.
-
Co robisz w sklepie z bronią, Słonko? - zapytał.
Pomyślałam,
że to głupie pytanie i byłam zaskoczona, bo Snap nie był głupim facetem.
-
Myślę, że to dość oczywiste - zauważyłam, bo patrzył prosto na mnie i
opuchlizna może i zniknęła, ale reszta była nadal widoczna.
-
Co powiesz na to, żebyśmy poszli na kawę? – zasugerował.
-
Muszę dziś kupić broń, żeby móc zacząć okres oczekiwania.
Jego
usta poruszały się w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam i nie
odpowiedział natychmiast. Zrozumiałam to, skoro to zrobił, ale było to niepewne.
-
W Kolorado nie obowiązuje okres oczekiwania.
Nie
chciał, żebym o tym wiedziała.
Nie
chciał, żebym miała broń.
Nadal
mi to powiedział.
Tak
bardzo Snappera.
-
Snapper – zaczęłam.
Zbliżył
się.
Zamknęłam
się, bo po pierwsze, podszedł bliżej, a po drugie, kiedy się zbliżył, poczułam
jego zapach, skórę, mydło, a na zewnątrz i wszystko to razem na nim pięknie
pachniało, a po trzecie, kiedy się zbliżył, po prostu był bliżej.
-
Chodź ze mną na kawę - nalegał.
-
Potrzebuję broni - szepnęłam.
-
Nie potrzebujesz broni, Rosie.
-
Potrzebuję broni, Snapper.
-
Nie wiesz, jak obchodzić się z bronią - zauważył.
-
Wezmę lekcje - podzieliłam się.
Spojrzał
mi w oczy, a potem powiedział - Zip - nie odrywając ode mnie wzroku.
Mały
staruszek pojawił się po drugiej stronie gabloty blisko nas.
-
Masz segregator? - zapytał Snapper, znów nie odrywając ode mnie wzroku.
-
Chłopie, psujesz mi sprzedaż - odpowiedział staruszek, najwyraźniej Zip z
Emporium Broni Zipa.
Wtedy
Snapper odwrócił głowę, tylko głowę, jego ciało nie ruszyło się z miejsca, w
którym stał naprzeciwko mnie.
-
Chaos kupuje wyłącznie tu? - zapytał.
-
Wpadłeś parę dni temu, ostrzegałeś mnie przed nią - powiedział Zip i wtedy
spojrzałam na niego akurat w porę, żeby złapać go szarpiącego łysą głową w moją
stronę - Słyszałem cię i zgodziłem się dać ci znać, jakby się pokazała. Teraz
ją widzę i jeśli ona tego chce,
sprzedam tej dziewczynie broń.
Okej,
nie mogłam znieść wyjaśnienia, dlaczego Snapper tam był, a mianowicie faktu, że
było oczywiste, że obszedł sklepy z bronią, aby powstrzymać mnie przed
zrobieniem czegoś, co uważał za lekkomyślne.
A
ponieważ nie mogłam tego znieść, musiałam skupić się na czymś innym.
-
Dziękuję - powiedziałam do Zipa.
-
Mogę narzucić własny okres oczekiwania i to zrobię - powiedział mi Zip - Nie
możesz mieć broni, dopóki twój tyłek nie znajdzie się w moim zasięgu i nie będę
się czuł dobrze z tym, jak sobie z nią poradzisz.
-
Jak dla mnie to działa - odpowiedziałam.
-
Rosie - powiedział cicho Snapper.
Spojrzałam
na niego - Kupuję broń, Snap.
Ponownie
zwrócił się do Zipa.
-
Chcesz stracić interesy Chaosu? - zagroził.
Zip
nie mrugnął - Chcę świata, w którym takie gówno - dźgnął palcem w moją stronę -
…nie będzie wchodzić przez moje drzwi. Jeśli cud się zdarzy, zamknę te drzwi.
Ten cud się nie zdarzy. Więc jeśli wy, chłopcy, przeniesiecie swój interes
gdzie indziej… - wzruszył ramionami - to byłoby do bani. Ale ta skoro dziewczynka
poczuje się bezpieczniej z bronią w torebce, przeboleję to.
Niestety,
nie byłam pierwszą pobitą-jak-diabli kobietą, która weszła przez jego drzwi,
szukając ochrony.
Albo
sposobu na zemstę.
Co
zaskakujące, Zip był typem mężczyzny, który się tym przejmował.
-
To słodkie – zauważyłam.
-
Chol-lera – wymamrotał - Nie jestem słodki.
-
Ale to, co powiedziałeś, było słodkie – nie zgodziłam się.
-
Widzisz – zaczął – …chcę cię uzbroić, żebyś, jakikolwiek skurwiel zrobił ci to
gówno w twarz… i gardło, miała środki, żeby wywiercić w nim dziury. To nie jest
słodkie.
Okej,
może to nie było słodkie.
-
To zrobiło ośmiu skurwieli – podzieliłam się.
Jego
oczy zrobiły się wielkie.
Potem
się wściekły.
Potem
wypełniły się zrozumieniem.
Po
tym, zwróciły się do Snappera.
-
To ta dziewczyna, którą załatwiło Bounty? - zapytał.
-
Słyszałeś - zauważył Snap.
-
To krąży po ulicach - oświadczył Zip - Zawsze byli bezużytecznymi dupkami.
Teraz jestem jeszcze bardziej zadowolony, że wy, chłopcy Chaosu, pokroiliście
tych kretynów.
-
Ona ma ochronę Chaosu - stwierdził Snapper.
-
Jasne, rozumiem, skoro tu jesteś - odparł Zip.
-
Więc nie potrzebuje broni - podsumował Snapper.
-
Jest twoja? - zapytał Zip.
-
Tak - powiedział Snapper.
-
Nie - powiedziałam w tym samym czasie.
Zip
spojrzał między Snapem a mną, wyraz rezygnacji przemknął mu przez twarz i
mruknął - Chryste, nie kolejna z tych.
Nie
wiedziałam, co to znaczyło, ale szybko kontynuowałam, mając nadzieję, że
zapewnię sprzedaż od Zipa - Mam mamę. Jesteśmy blisko. Może stać się celem
Bounty, jeśli nie dostaną się do mnie. Więc prawdopodobnie ona też potrzebuje
broni. I lekcji.
To
było kłamstwo, biorąc pod uwagę, że mama już miała pistolet. Tak naprawdę miała
cztery. Były taty. Wiedziała też, jak ich używać. Nie była fanką broni palnej
jako takiej. To nie było tak, że to było jej hobby. Była po prostu fanką
drugiej poprawki, bo była kobietą mojego taty przez prawie czterdzieści lat, a
on był wielkim fanem broni palnej, a także, oczywiście, drugiej poprawki.
Może
powinnam była poprosić ją o jedną z broni taty.
Z
drugiej strony, gdybym poprosiła, martwiłaby się o stan mojego umysłu.
Więc
jej nie poprosiłam.
Fakt,
że rzeczywiście mogła być na radarze Bounty, był czymś, o czym musiałam z nią
porozmawiać.
Było
jasne, że nie znałam Becka i jego braci tak dobrze, jak mi się wydawało.
Teraz
wiedziałam, że wszystko było możliwe.
Było
też jasne, że prawdopodobnie powinnam była wyjść na strzelanie z tatą, gdy o
tym wspomniał. Ale to była część tego, że moja mama nie była fanką tego, jako
takiego. Powiedziała, że tata może
mnie nauczyć strzelać, gdy będę
wystarczająco duża, a gdy byłam
wystarczająco duża, bardziej
interesowały mnie zakupy, filmy i chłopcy z motocyklami (nie w tej kolejności)
i zapomniałam poprosić tatę, żeby nauczył mnie strzelać.
-
Czy Chaos osłania jej matkę? - Zip zapytał Snappera, wyrywając mnie z moich
myśli.
-
Po prostu przynieś segregator, Zip - rozkazał Snap, wzdychając.
Zip
rzucił Snapowi przymrużone spojrzenie, zanim mruknął coś niezrozumiale i
odszedł.
–
Nie jestem pewna, czy chcę patrzeć na to, czymkolwiek jest ten segregator –
oznajmiłam, a Snap przestał patrzeć na to, dokąd szedł Zip i spojrzał na mnie.
-
Zdecydowanie nie chcesz oglądać segregatora Zipa - potwierdził.
Postanowiłam
zmienić temat.
-
Ten dom, do którego mnie wprowadziliście, to jeden z twoich? - zapytałam.
-
Tak - odpowiedział bez zwłoki, bez owijania w bawełnę, cały Snapper.
-
Eksmitowałeś kogoś dla mnie? - zapytałam.
-
Tak - odpowiedział, znowu bez zwłoki.
Jasny
gwint.
Naprawdę
to zrobił.
-
Jak, z dnia na dzień? – zapytałam podniesionym głosem, a moje brwi szukały
linii włosów.
-
Dałem im dwa dni - powiedział mi.
-
To... cóż, to szaleństwo.
-
Miałem wolną inną nieruchomość. Większą, ładniejszą, wprowadzili się tam. Ten
sam czynsz. Więc dokładnie ich nie eksmitowałem. I nie narzekali.
Większa
nieruchomość, taki sam czynsz jak w mniejszej.
A
ja na razie nie płaciłam czynszu.
Miał
zamiar wycyckać się dla mnie z pieniędzy.
O
Boże.
-
Snap, nie musiałeś tego robić.
-
Mylisz się.
-
Mogę zostać z mamą, dopóki...
-
Rosie, to zrobione.
Zamknęłam
usta.
Zip
pojawił się z segregatorem.
Skóra
Snapa zatrzeszczała, gdy wyciągnął rękę, wyjął ją z palców Zipa, upuścił ją na
szklaną gablotę i otworzył na chybił trafił.
Gdy
tylko mój wzrok padł na to, co było w środku, cofnęłam się o krok.
Po
lewej stronie, zdjęcie osiem na dziesięć, mężczyzna leżący na plecach na ulicy,
klatka piersiowa pokryta krwią, która leciała z kilku dziur, oczy otwarte i
wpatrzone niewidzącym wzrokiem, bo był najwidoczniej bardzo martwy.
Obrzydliwe
i przerażające.
Prawa
strona, osiem na dziesięć, mężczyzna na boku w rynsztoku, połowa jego czaszki zniknęła,
wszędzie krew, materia mózgowa, pokryta krwią biało-szara plama mazi, która nie
była w całości zawarta na miejscu, gdzie powinna, a nawet więcej bardzo
wyraźnie umarł.
Znacznie
bardziej obrzydliwe i nie do uwierzenia.
To
była dziwna rzecz dla właściciela sklepu z bronią.
Chyba
że był odpowiedzialnym właścicielem sklepu z bronią, który chciał przekazać
ludziom takim jak ja powagę posiadania broni.
-
Masz broń w ręku, masz moc, żeby to zrobić – powiedział Snapper, stukając mocno
palcem w zdjęcie po prawej stronie - Dasz sobie z tym radę?
Oderwałam
wzrok i spojrzałam na niego, by zobaczyć, jak stoi twarzą do segregatora, ze
wzrokiem skierowanym na mnie ponad ramieniem w skórze.
Przyglądając
mu się przez sekundę, byłam wytrącona z równowagi.
Kiedy
cała ta sprawa zaczęła się od tego, że donosiłam o Bounty do Chaosu, a Snapper
został przydzielony jako mój opiekun, zawsze spotykaliśmy się osobiście. Wolałam
to, bo wiedziałam, że nigdy nie podejdzie, jeśli nie sprawdzi, czy może.
Rozmowy telefoniczne mogły zostać podsłuchane. Beck miał moje hasło do
telefonu, więc jeśli nabrałby podejrzeń i by w tym węszył, bez mojej wiedzy SMS-y
mogły zostać sprawdzone.
Nie
chciałam mieć zapisów. Nie chciałam mieć łatwo dostępnych dowodów. Nie chciałam
musieć ukrywać tego, czym zajmowałam się na co dzień. Chciałam, żeby Chaos
zajął się tym wszystkim za mnie, sprawdzając teren, aby upewnić się, że można
tam bezpiecznie podejść.
Okej,
więc teraz zdałam sobie sprawę, że chciałam też mieć wymówkę, żeby regularnie
widywać Snappera. Ale miało to też związek z poczuciem bezpieczeństwa w czasie,
gdy informowałam o przestępczej działalności klubu motocyklowego.
Z
jakiegoś powodu, po pewnym czasie spotykania twarzą w twarz, Snap zdecydował,
że lepiej będzie, jeśli nie będzie się pojawiał i dał mi ten telefon. Nie
podobało mi się to, ale pomyślałam, że ludzie Chaosu lepiej wiedzieli, jak to
zrobić, żeby było dla mnie bezpieczniej.
Okazało
się, że tak się nie stało.
Ostatecznie
nie dowiedziałam się, jak Beck się o tym dowiedział. Podczas pełnej napięcia
podróży, którą odbyliśmy, zanim mnie dostarczył, abym stawiła czoła
sprawiedliwości Bounty, nie podzielił się tym.
Ale
podejrzewałam, że skoro miał ten telefon, a on nie był zabezpieczony hasłem, to
właśnie w ten sposób się o tym dowiedział, mimo że trzymałam go w torebce,
która była zamknięta w małym pokoju socjalnym w Colombo.
Snap
nie pisał. Dzwonił. Więc nie mogłam sobie wyobrazić, że Beck wiedziałby, nawet
po tym, jak by go znalazł.
Chyba
że zrobił to, co podejrzewałam. Po tym, jak zostali zatrzymani przez policję
podczas jednego z ich patroli, Beck jakoś zaczął mnie podejrzewać, więc włamał
się do pokoju socjalnego, znalazł telefon w mojej torebce, zadzwonił pod jedyny
numer w niej zapisany, a Snap odebrał.
Byłam
ciekawa tego, a także tego, w jaki sposób Snap i Roscoe wiedzieli, gdzie mnie
znaleźć.
Nie
o tym myślałam wtedy, stojąc w Emporium Broni Zipa z Zipem i Snapem.
Myślałam
o tym, że skończyło się to tym, że Snap i ja odbyliśmy wiele rozmów
telefonicznych, które nie miały nic wspólnego z tym, co działo się z Chaosem i
Bounty.
Po
prostu rozmawialiśmy o wszystkim.
Wiedział
o mojej mamie i tacie. Wiedział, że lubiłam swoją pracę, ale przede wszystkim
ludzi, dla których pracowałam. Wiedział, że moim ulubionym zajęciem były
zakupy, ale lubiłam też chodzić do kina i czytać.
Wiedziałam,
że dogadywał się ze swoimi rodzicami, nadal był blisko z bratem i siostrą,
nawet jeśli znalazł inną rodzinę w Chaosie. Wiedziałam, że spędzał dużo czasu
na czytaniu, głównie thrillerów (wiedziałam nawet, że Steve Berry był jego
ulubionym autorem, był fanem Cottona). Skoro miałam tę wiedzę,
nie było wielkim krokiem do faktu, że
Snap był również
pasjonatem historii. Więc jeśli nie czytał,
nie robił rzeczy związanych
z Chaosem, nie jeździł na przejażdżkę
(często był samotny, nawet
jeśli znalazł bractwo, to był
po prostu jego sposób), oglądał filmy dokumentalne.
Obydwoje
byliśmy fanami „Z Archiwum X”.
Ale
zanim zaczęliśmy maraton rozmów telefonicznych, spotkaliśmy się i on był
Snapper’em. Chłopak z sąsiedztwa, motocyklista z łatwą do-bycia-z-nim naturą i
jeszcze łatwiejszym uśmiechem.
Był
Chaosem, więc twardziel był wrodzony.
Po
prostu nigdy nie było to oczywiste.
Właśnie
wtedy, sposób, w jaki trzymał moje spojrzenie, patrząc przez ramię odziane w
skórę, z naszywką Chaosu z tyłu jego kurtki, jego zacięta twarz udowadniała
coś, i twardziel wyszedł.
I
cholera...
Podobało
mi się to.
-
Chciałabym tylko trochę okaleczyć – powiedziałam drżąco, nie czując się zbyt
szczęśliwa z powodu nowego sposobu, w jaki Snap Kavanaugh mógł na mnie
oddziaływać.
-
Masz pojęcie, jak dobrym strzelcem musisz być, żeby celować i okaleczać i robić
to gówno z powodzeniem w niepewnej lub napiętej sytuacji? - zapytał.
-
Strzelcem wyborowym - mruknęłam.
Powoli
odwrócił się do mnie, twardziel wciąż z niego kipiał, wibrował nade mną, a moja
determinacja, żeby nigdy więcej (i to zdecydowanie nieuchronnie) nie wdawać się
w romans z motocyklistą, została zachwiana.
Boże,
dlaczego mój tata musiał być taki niesamowity?
Dlaczego
nie mógłbym być pociągany przez geeków, metroseksualistów czy hipsterów?
-
Rosalie, to gówno jest poważne - stwierdził i był cały stalowy.
Snapper,
łatwy do bycia był świetny.
Snapper
będąc stalowym w sklepie z bronią był fantastyczny.
Czas
uciekać.
-
Chyba muszę iść do domu - mruknęłam.
-
Idziemy na kawę - oświadczył Snap.
-
Nie idziemy na kawę - odpowiedziałam.
-
Skoro jesteś w sklepie z bronią, w którą chcesz się uzbroić, czas, żebym dał ci
przestrzeń do ogarnięcia się, minął. Musimy porozmawiać - powiedział mi.
-
Nie mamy już o czym rozmawiać.
Snap
przestał być stalowy, znowu delikatność i słodkość były na swoim miejscu, kiedy
powiedział - Rosie, nigdy nie będzie takiego czasu, kiedy ty i ja nie będziemy
mieli o czym rozmawiać.
Wow,
to było szalenie słodkie.
Postanowiłam
się wkurzyć zamiast się bać.
Albo
ekscytować.
-
Właśnie zostałam pobita do cholery przez mojego chłopaka i jego braci - przypomniałam
mu.
-
Sześć dni temu dostałaś w kość od dupka, o którym zawsze wiedziałem, że jest
dupkiem, ale teraz ty też wiesz, że jest dupkiem, chociaż już to wiedziałaś, po
prostu nie chciałaś się do tego przyznać. A w ciągu tych sześciu dni zorientowałaś
się również, dlaczego z nim byłaś, ale wciąż miałaś mnóstwo czasu na rozmowy
telefoniczne ze mną.
Celny
cios.
Cholera.
-
Robimy to przy Zipie? - zapytałam.
-
Tylko powiem, jeśli mam wybór, wolałbym, żebyś tego nie robili przy mnie -
wtrącił Zip.
-
Zrobimy to, gdziekolwiek będziemy musieli, żebym miał pewność, że wiesz, na
czym stoję i że jesteś w tym ze mną - Snapper zignorował Zipa, by odpowiedzieć.
-
Wiedziałem, że nie będę miał wyboru - mruknął Zip.
-
Chyba wolę skupić się na fakcie, że Bounty jeszcze ze mną nie skończyli -
podzieliłam się.
-
Bounty z tobą skończyli - odparł.
Chciałabym,
żeby to była prawda.
-
Wiesz, że nie, Snap - wyszeptałam.
-
Wiem, że skoro kolejna kobieta z Chaosu wplątała się w interesy brata, Denver
stoi w obliczu Armagedonu - odpowiedział Snap.
-
Żeby to ruszyć dalej - powiedział Zip i oboje spojrzeliśmy w jego stronę - …ja
też mogę to potwierdzić. Na ulicach pełno jest plotek o tym, że Bounty jest cipą
i wyżyło się na dziewczynie. Pełno tam też Chaosu, który jest u kresu
wytrzymałości, a my powiemy po prostu, że sprawy robią się naprawdę
niespokojne.
-
Zip, chcesz się odwalić? - zapytał Snap.
-
Chłopie, robisz to ze swoją kobietą w moim sklepie. Nie odwalam się w moim
sklepie – odparł Zip - I uważaj, pomagam ci.
-
Idę do domu – oznajmiłam, zaczynając mijać Snappera, ale nie uszłam daleko, bo
złapał mnie, trzymając palce w zgięciu mojego łokcia.
Spojrzałam
na niego.
-
Mała, chodźmy po prostu na kawę – powiedział.
Miał
rację.
Musiałam
się ogarnąć.
Również
się mylił.
Nie
skończyłam się ogarniać.
Potrzebowałam
dużo więcej czasu.
I
musiałam się za to zabrać.
-
Miał mój telefon - powiedziałam.
Piękne
usta Snappera zacisnęły się.
-
Chciałam się spotykać – dopowiedziałam.
–
Nie bez powodu poszedłem tą drogą – szepnął - Mogę to wyjaśnić, jak pójdziesz
ze mną na kawę.
Zignorowałam
tę ofertę.
-
Zadzwonił do ciebie? – zapytałam.
-
Nie – odpowiedział.
Naprawdę?
-
Nie zadzwonił? – naciskałam.
Snapper
pokręcił głową.
-
Skąd wiedział? – zapytałam.
-
Miałaś bezpieczny telefon, kochanie – wyjaśnił.
Po
prostu to.
Miałam
swój telefon i nie było powodu, bym miała dodatkowy.
Chyba
że zdradzałam swojego chłopaka.
Nagle
cała ta sytuacja stała się gorsza.
Jeden
plus jeden równało się dwa, oczywiście, ale Beck nawet nie ustalił ostatecznie,
że dwa to dwa, za które chcieli się zemścić.
Podejrzewał
mnie, zlokalizował telefon i uznał mnie za winną, nie zadając mi pytania ani
nie ustalając ostatecznie mojej winy.
Szczerze
mówiąc, nie miało znaczenia, że miał rację.
Ważne
było to, że nawet nie zapytał, zanim wydał wyrok i mnie skazał.
Zwłaszcza
taki wyrok, jaki mi dał.
-
Skąd wiedziałeś, gdzie mnie znaleźć? - zapytałam Snappera.
-
Miejsce, w którym Bounty wykonywali swoją mokrą robotę, jest znane.
Mokra
robota.
Mój
były facet i jego bracia mieli miejsce, w którym wykonywali mokrą robotę, które
było znane.
Czy
Chaos miał miejsce, w którym wykonywali mokrą robotę?
Prawdopodobnie.
Skinęłam
głową do Snapa - Muszę iść do domu.
-
Nie zbliżą się do ciebie ani twojej mamy.
Ponownie
skinęłam głową.
-
Pozwolę ci teraz odejść – poddał się, prawdopodobnie mnie rozumiejąc i będąc sobą,
bo wiedział, jak bardzo tego potrzebowałam - Ale musimy porozmawiać, Rosie.
Pokręciłam
głową.
-
Słonko... - zaczął.
Szukałam
innej wymówki i na szczęście znalazłam jedną.
-
Muszę przejść żałobę po moim tacie.
Na
to mrugnął, kończąc mrugnięcie wysokim uniesieniem brwi.
-
Słucham? – zapytał.
-
Muszę przejść żałobę po moim tacie – powtórzyłam.
-
Zmarł trzy lata temu, Rosie.
-
Tak, i ostatnio stało się dla mnie jasne, że nie radzę sobie z tym w zdrowy
sposób.
Jego
palce na moim ramieniu zacisnęły się mocniej, w tym samym czasie, gdy
przyciągnął mnie bliżej.
-
Everett – powiedziałam cicho i ostrzegawczo.
-
Throttle nie był twoim ojcem – powiedział mi, pokazując, że dokładnie wiedział,
o czym mówiłam.
-
Wiem.
-
Ja też nie jestem.
Tak, jesteś.
I
co dziwne, to przeraziło mnie bardziej niż cokolwiek innego.
-
Proszę, muszę iść – błagałam.
-
Musisz wiedzieć, że nigdy nie dostaniesz tego gówna ode mnie, od Chaosu, bez
względu na to, co zrobisz – powiedział - Ale nie musiałabyś tego robić, bo to
nie jest nasza ścieżka.
-
Jaka jest wasza ścieżka?
-
To nie to – stwierdził.
W
końcu dotarliśmy.
Dotarliśmy
dokładnie tam, gdzie musiałam być, żeby mnie puścił w spokoju.
I
rzuciłam się na to.
Spojrzałam
mu prosto w jego śnieżno niebieskie oczy.
-
Armagedon wykończy wszystkich, Snapper.
Jego
palce zacisnęły się na moim ramieniu tuż przed tym, jak delikatnie je
uwolniłam.
Spojrzałam
na Zipa, uśmiechnęłam się drżąco i powiedziałam:
-
Miło było cię poznać.
-
Wróć po paralizator - odpowiedział.
Skinęłam
głową, myśląc, że nie chcę brać odpowiedzialności za to, że ten kto chciał mi
zrobić krzywdę, straciłby przy tym mózg, ale prawdopodobnie nie miałabym nic
przeciwko znacznemu przypieczeniu go.
Następnie
spojrzałam na Snapa, który mnie obserwował, ale nie wykonał już żadnego ruchu,
aby mnie zatrzymać, i na niepewnych nogach wyszłam ze sklepu z bronią.
[1] Yelp -
lokalny przewodnik internetowy, który podpowiada ci gdzie jeść, robić zakupy
czy imprezować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz