środa, 9 października 2024

2 - Ścieżka

 

ROZDZIAŁ 2

Ścieżka

Rosalie

 

Przede mną w gablotach wystawowych leżało mnóstwo broni, ułożonej na bokach, z przyczepionymi białymi metkami.

Po drugiej stronie gabloty stał mały staruszek z niewielką ilością włosów (właściwie, na jego lśniącej głowie wisiały jakieś trzy pasma) i patrzył na mnie, gdy oceniałam swoje opcje.

Mogłam sobie wyobrazić, jak wyglądałam. Ponieważ minęło zaledwie kilka dni od przybycia Tacka, Hopa, Tyry i Lanie, wciąż byłam posiniaczona i zszyta, miałam zaklejony nos, miałam wściekłe blizny na szyi i poruszałam się ostrożnie.

Prawdopodobnie myślał, że byłam kobietą, która myślała o zemście.

Nie byłam.

Byłam kobietą, która myślała o ochronie.

Chaos powiedział, że będą mnie chronić, ale mówili to już wcześniej i żadna ochrona nie jest nieomylna (o czym przekonałam się na własnej skórze).

Tym razem nie zamierzałam ryzykować.

Starszy pan do mnie nie podszedł, co wydawało mi się dziwne. Pracował tam, a ja byłam klientką. Miałam pytania. Chodzi mi o to, że mogłam wybrać broń, która zmieściłaby się w każdej z moich torebek (albo przynajmniej w większości moich torebek - miałam takie same szanse z torebkami i portfelami, bo, jeśli torebka była mniejsza, portfel również musiał być mniejszy), ale potrzebowałam też takiej, którą mogłabym obsłużyć.

Ponadto musiałam nauczyć się, jak się nią posługiwać.

Według wpisu na Yelp[1], Emporium Broni Zipa było miejscem, w którym można było znaleźć wszystkie potrzebne rzeczy związane z bronią i amunicją, oferującym, co musiałam przyznać, zrzędliwą (i było sporo recenzji, które zawierały takie informacje), ale mimo to fachową poradę dotyczącą broni i amunicji.

Wpis informował również, że była tam strzelnica.

I kimkolwiek był Zip, prowadził zajęcia.

Robił to zrzędliwie, ale podobno był w tym dobry.

Ale nigdzie nie było żadnych ogłoszeń o tych zajęciach. Jedyne, co wisiało na ścianach, to strzelby, karabiny i więcej broni krótkiej, a także dziwne plakaty z przeważnie nagimi laskami wymieszane z kalendarzami z przeważnie nagimi laskami.

Potrzebowałam broni i zapisania się na zajęcia.

Więc musiałam z kimś porozmawiać.

- Bierzesz to? - usłyszałam pytanie.

Spojrzałam w kierunku, z którego to przyszło, czyli w stronę starego faceta, który, jak widziałam, nie mówił do mnie, gdy usłyszałam - Tak.

Wtedy odwróciłam się jeszcze bardziej, tuż przed tym, jak zamarłam.

Snapper zbliżał się do mnie.

Robił to również, wykonując pełen ogląd mojego ciała, w górę, w dół, z powrotem w górę, w dół, a następnie z powrotem w górę, wzrok zatrzymywał się na moim gardle, potem na mojej twarzy, aż w końcu do mnie dotarł, zatrzymał się i spojrzał mi w oczy.

To był dzień męskiego koka, a także około sześć dni po tym, jak przystrzygł brodę.

I wiedziałam, że było to sześć dni, bo poczułam, co uderzyło mnie w dolną część brzucha, że ​​te sześć dni odkąd zostałam ranna, to sześć dni, które spędził, martwiąc się o mnie i nie zawracając sobie głowy tym, co uważał za niepotrzebną osobistą pielęgnację.

- Hej - odezwał się do mnie swoim barytonem.

- Hej - powiedziałam cicho.

- Jak się masz? - zapytał.

- Dobrze - odpowiedziałam.

Jego zęby wyskoczyły i trafiły dokładnie w środek jego pełnej dolnej wargi w taki sposób, że natychmiast zostałam zahipnotyzowana.

Puściły tę wargę, by szepnąć - Rosie.

Podniosłam wzrok na niego.

- Co robisz w sklepie z bronią, Słonko? - zapytał.

Pomyślałam, że to głupie pytanie i byłam zaskoczona, bo Snap nie był głupim facetem.

- Myślę, że to dość oczywiste - zauważyłam, bo patrzył prosto na mnie i opuchlizna może i zniknęła, ale reszta była nadal widoczna.

- Co powiesz na to, żebyśmy poszli na kawę? – zasugerował.

- Muszę dziś kupić broń, żeby móc zacząć okres oczekiwania.

Jego usta poruszały się w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałam i nie odpowiedział natychmiast. Zrozumiałam to, skoro to zrobił, ale było to niepewne.

- W Kolorado nie obowiązuje okres oczekiwania.

Nie chciał, żebym o tym wiedziała.

Nie chciał, żebym miała broń.

Nadal mi to powiedział.

Tak bardzo Snappera.

- Snapper – zaczęłam.

Zbliżył się.

Zamknęłam się, bo po pierwsze, podszedł bliżej, a po drugie, kiedy się zbliżył, poczułam jego zapach, skórę, mydło, a na zewnątrz i wszystko to razem na nim pięknie pachniało, a po trzecie, kiedy się zbliżył, po prostu był bliżej.

- Chodź ze mną na kawę - nalegał.

- Potrzebuję broni - szepnęłam.

- Nie potrzebujesz broni, Rosie.

- Potrzebuję broni, Snapper.

- Nie wiesz, jak obchodzić się z bronią - zauważył.

- Wezmę lekcje - podzieliłam się.

Spojrzał mi w oczy, a potem powiedział - Zip - nie odrywając ode mnie wzroku.

Mały staruszek pojawił się po drugiej stronie gabloty blisko nas.

- Masz segregator? - zapytał Snapper, znów nie odrywając ode mnie wzroku.

- Chłopie, psujesz mi sprzedaż - odpowiedział staruszek, najwyraźniej Zip z Emporium Broni Zipa.

Wtedy Snapper odwrócił głowę, tylko głowę, jego ciało nie ruszyło się z miejsca, w którym stał naprzeciwko mnie.

- Chaos kupuje wyłącznie tu? - zapytał.

- Wpadłeś parę dni temu, ostrzegałeś mnie przed nią - powiedział Zip i wtedy spojrzałam na niego akurat w porę, żeby złapać go szarpiącego łysą głową w moją stronę - Słyszałem cię i zgodziłem się dać ci znać, jakby się pokazała. Teraz ją widzę i jeśli ona tego chce, sprzedam tej dziewczynie broń.

Okej, nie mogłam znieść wyjaśnienia, dlaczego Snapper tam był, a mianowicie faktu, że było oczywiste, że obszedł sklepy z bronią, aby powstrzymać mnie przed zrobieniem czegoś, co uważał za lekkomyślne.

A ponieważ nie mogłam tego znieść, musiałam skupić się na czymś innym.

- Dziękuję - powiedziałam do Zipa.

- Mogę narzucić własny okres oczekiwania i to zrobię - powiedział mi Zip - Nie możesz mieć broni, dopóki twój tyłek nie znajdzie się w moim zasięgu i nie będę się czuł dobrze z tym, jak sobie z nią poradzisz.

- Jak dla mnie to działa - odpowiedziałam.

- Rosie - powiedział cicho Snapper.

Spojrzałam na niego - Kupuję broń, Snap.

Ponownie zwrócił się do Zipa.

- Chcesz stracić interesy Chaosu? - zagroził.

Zip nie mrugnął - Chcę świata, w którym takie gówno - dźgnął palcem w moją stronę - …nie będzie wchodzić przez moje drzwi. Jeśli cud się zdarzy, zamknę te drzwi. Ten cud się nie zdarzy. Więc jeśli wy, chłopcy, przeniesiecie swój interes gdzie indziej… - wzruszył ramionami - to byłoby do bani. Ale ta skoro dziewczynka poczuje się bezpieczniej z bronią w torebce, przeboleję to.

Niestety, nie byłam pierwszą pobitą-jak-diabli kobietą, która weszła przez jego drzwi, szukając ochrony.

Albo sposobu na zemstę.

Co zaskakujące, Zip był typem mężczyzny, który się tym przejmował.

- To słodkie – zauważyłam.

- Chol-lera – wymamrotał - Nie jestem słodki.

- Ale to, co powiedziałeś, było słodkie – nie zgodziłam się.

- Widzisz – zaczął – …chcę cię uzbroić, żebyś, jakikolwiek skurwiel zrobił ci to gówno w twarz… i gardło, miała środki, żeby wywiercić w nim dziury. To nie jest słodkie.

Okej, może to nie było słodkie.

- To zrobiło ośmiu skurwieli – podzieliłam się.

Jego oczy zrobiły się wielkie.

Potem się wściekły.

Potem wypełniły się zrozumieniem.

Po tym, zwróciły się do Snappera.

- To ta dziewczyna, którą załatwiło Bounty? - zapytał.

- Słyszałeś - zauważył Snap.

- To krąży po ulicach - oświadczył Zip - Zawsze byli bezużytecznymi dupkami. Teraz jestem jeszcze bardziej zadowolony, że wy, chłopcy Chaosu, pokroiliście tych kretynów.

- Ona ma ochronę Chaosu - stwierdził Snapper.

- Jasne, rozumiem, skoro tu jesteś - odparł Zip.

- Więc nie potrzebuje broni - podsumował Snapper.

- Jest twoja? - zapytał Zip.

- Tak - powiedział Snapper.

- Nie - powiedziałam w tym samym czasie.

Zip spojrzał między Snapem a mną, wyraz rezygnacji przemknął mu przez twarz i mruknął - Chryste, nie kolejna z tych.

Nie wiedziałam, co to znaczyło, ale szybko kontynuowałam, mając nadzieję, że zapewnię sprzedaż od Zipa - Mam mamę. Jesteśmy blisko. Może stać się celem Bounty, jeśli nie dostaną się do mnie. Więc prawdopodobnie ona też potrzebuje broni. I lekcji.

To było kłamstwo, biorąc pod uwagę, że mama już miała pistolet. Tak naprawdę miała cztery. Były taty. Wiedziała też, jak ich używać. Nie była fanką broni palnej jako takiej. To nie było tak, że to było jej hobby. Była po prostu fanką drugiej poprawki, bo była kobietą mojego taty przez prawie czterdzieści lat, a on był wielkim fanem broni palnej, a także, oczywiście, drugiej poprawki.

Może powinnam była poprosić ją o jedną z broni taty.

Z drugiej strony, gdybym poprosiła, martwiłaby się o stan mojego umysłu.

Więc jej nie poprosiłam.

Fakt, że rzeczywiście mogła być na radarze Bounty, był czymś, o czym musiałam z nią porozmawiać.

Było jasne, że nie znałam Becka i jego braci tak dobrze, jak mi się wydawało.

Teraz wiedziałam, że wszystko było możliwe.

Było też jasne, że prawdopodobnie powinnam była wyjść na strzelanie z tatą, gdy o tym wspomniał. Ale to była część tego, że moja mama nie była fanką tego, jako takiego. Powiedziała, że ​​tata może mnie nauczyć strzelać, gdy będę wystarczająco duża, a gdy byłam wystarczająco duża, bardziej interesowały mnie zakupy, filmy i chłopcy z motocyklami (nie w tej kolejności) i zapomniałam poprosić tatę, żeby nauczył mnie strzelać.

- Czy Chaos osłania jej matkę? - Zip zapytał Snappera, wyrywając mnie z moich myśli.

- Po prostu przynieś segregator, Zip - rozkazał Snap, wzdychając.

Zip rzucił Snapowi przymrużone spojrzenie, zanim mruknął coś niezrozumiale i odszedł.

– Nie jestem pewna, czy chcę patrzeć na to, czymkolwiek jest ten segregator – oznajmiłam, a Snap przestał patrzeć na to, dokąd szedł Zip i spojrzał na mnie.

- Zdecydowanie nie chcesz oglądać segregatora Zipa - potwierdził.

Postanowiłam zmienić temat.

- Ten dom, do którego mnie wprowadziliście, to jeden z twoich? - zapytałam.

- Tak - odpowiedział bez zwłoki, bez owijania w bawełnę, cały Snapper.

- Eksmitowałeś kogoś dla mnie? - zapytałam.

- Tak - odpowiedział, znowu bez zwłoki.

Jasny gwint.

Naprawdę to zrobił.

- Jak, z dnia na dzień? – zapytałam podniesionym głosem, a moje brwi szukały linii włosów.

- Dałem im dwa dni - powiedział mi.

- To... cóż, to szaleństwo.

- Miałem wolną inną nieruchomość. Większą, ładniejszą, wprowadzili się tam. Ten sam czynsz. Więc dokładnie ich nie eksmitowałem. I nie narzekali.

Większa nieruchomość, taki sam czynsz jak w mniejszej.

A ja na razie nie płaciłam czynszu.

Miał zamiar wycyckać się dla mnie z pieniędzy.

O Boże.

- Snap, nie musiałeś tego robić.

- Mylisz się.

- Mogę zostać z mamą, dopóki...

- Rosie, to zrobione.

Zamknęłam usta.

Zip pojawił się z segregatorem.

Skóra Snapa zatrzeszczała, gdy wyciągnął rękę, wyjął ją z palców Zipa, upuścił ją na szklaną gablotę i otworzył na chybił trafił.

Gdy tylko mój wzrok padł na to, co było w środku, cofnęłam się o krok.

Po lewej stronie, zdjęcie osiem na dziesięć, mężczyzna leżący na plecach na ulicy, klatka piersiowa pokryta krwią, która leciała z kilku dziur, oczy otwarte i wpatrzone niewidzącym wzrokiem, bo był najwidoczniej bardzo martwy.

Obrzydliwe i przerażające.

Prawa strona, osiem na dziesięć, mężczyzna na boku w rynsztoku, połowa jego czaszki zniknęła, wszędzie krew, materia mózgowa, pokryta krwią biało-szara plama mazi, która nie była w całości zawarta na miejscu, gdzie powinna, a nawet więcej bardzo wyraźnie umarł.

Znacznie bardziej obrzydliwe i nie do uwierzenia.

To była dziwna rzecz dla właściciela sklepu z bronią.

Chyba że był odpowiedzialnym właścicielem sklepu z bronią, który chciał przekazać ludziom takim jak ja powagę posiadania broni.

- Masz broń w ręku, masz moc, żeby to zrobić – powiedział Snapper, stukając mocno palcem w zdjęcie po prawej stronie - Dasz sobie z tym radę?

Oderwałam wzrok i spojrzałam na niego, by zobaczyć, jak stoi twarzą do segregatora, ze wzrokiem skierowanym na mnie ponad ramieniem w skórze.

Przyglądając mu się przez sekundę, byłam wytrącona z równowagi.

Kiedy cała ta sprawa zaczęła się od tego, że donosiłam o Bounty do Chaosu, a Snapper został przydzielony jako mój opiekun, zawsze spotykaliśmy się osobiście. Wolałam to, bo wiedziałam, że nigdy nie podejdzie, jeśli nie sprawdzi, czy może. Rozmowy telefoniczne mogły zostać podsłuchane. Beck miał moje hasło do telefonu, więc jeśli nabrałby podejrzeń i by w tym węszył, bez mojej wiedzy SMS-y mogły zostać sprawdzone.

Nie chciałam mieć zapisów. Nie chciałam mieć łatwo dostępnych dowodów. Nie chciałam musieć ukrywać tego, czym zajmowałam się na co dzień. Chciałam, żeby Chaos zajął się tym wszystkim za mnie, sprawdzając teren, aby upewnić się, że można tam bezpiecznie podejść.

Okej, więc teraz zdałam sobie sprawę, że chciałam też mieć wymówkę, żeby regularnie widywać Snappera. Ale miało to też związek z poczuciem bezpieczeństwa w czasie, gdy informowałam o przestępczej działalności klubu motocyklowego.

Z jakiegoś powodu, po pewnym czasie spotykania twarzą w twarz, Snap zdecydował, że lepiej będzie, jeśli nie będzie się pojawiał i dał mi ten telefon. Nie podobało mi się to, ale pomyślałam, że ludzie Chaosu lepiej wiedzieli, jak to zrobić, żeby było dla mnie bezpieczniej.

Okazało się, że tak się nie stało.

Ostatecznie nie dowiedziałam się, jak Beck się o tym dowiedział. Podczas pełnej napięcia podróży, którą odbyliśmy, zanim mnie dostarczył, abym stawiła czoła sprawiedliwości Bounty, nie podzielił się tym.

Ale podejrzewałam, że skoro miał ten telefon, a on nie był zabezpieczony hasłem, to właśnie w ten sposób się o tym dowiedział, mimo że trzymałam go w torebce, która była zamknięta w małym pokoju socjalnym w Colombo.

Snap nie pisał. Dzwonił. Więc nie mogłam sobie wyobrazić, że Beck wiedziałby, nawet po tym, jak by go znalazł.

Chyba że zrobił to, co podejrzewałam. Po tym, jak zostali zatrzymani przez policję podczas jednego z ich patroli, Beck jakoś zaczął mnie podejrzewać, więc włamał się do pokoju socjalnego, znalazł telefon w mojej torebce, zadzwonił pod jedyny numer w niej zapisany, a Snap odebrał.

Byłam ciekawa tego, a także tego, w jaki sposób Snap i Roscoe wiedzieli, gdzie mnie znaleźć.

Nie o tym myślałam wtedy, stojąc w Emporium Broni Zipa z Zipem i Snapem.

Myślałam o tym, że skończyło się to tym, że Snap i ja odbyliśmy wiele rozmów telefonicznych, które nie miały nic wspólnego z tym, co działo się z Chaosem i Bounty.

Po prostu rozmawialiśmy o wszystkim.

Wiedział o mojej mamie i tacie. Wiedział, że lubiłam swoją pracę, ale przede wszystkim ludzi, dla których pracowałam. Wiedział, że moim ulubionym zajęciem były zakupy, ale lubiłam też chodzić do kina i czytać.

Wiedziałam, że dogadywał się ze swoimi rodzicami, nadal był blisko z bratem i siostrą, nawet jeśli znalazł inną rodzinę w Chaosie. Wiedziałam, że spędzał dużo czasu na czytaniu, głównie thrillerów (wiedziałam nawet, że Steve Berry był jego ulubionym autorem, był fanem Cottona). Skoro miałam tę ​​wiedzę, nie było wielkim krokiem do faktu, że Snap był również pasjonatem historii. Więc jeśli nie czytał, nie robił rzeczy związanych z Chaosem, nie jeździł na przejażdżkę (często był samotny, nawet jeśli znalazł bractwo, to był po prostu jego sposób), oglądał filmy dokumentalne.

Obydwoje byliśmy fanami „Z Archiwum X”.

Ale zanim zaczęliśmy maraton rozmów telefonicznych, spotkaliśmy się i on był Snapper’em. Chłopak z sąsiedztwa, motocyklista z łatwą do-bycia-z-nim naturą i jeszcze łatwiejszym uśmiechem.

Był Chaosem, więc twardziel był wrodzony.

Po prostu nigdy nie było to oczywiste.

Właśnie wtedy, sposób, w jaki trzymał moje spojrzenie, patrząc przez ramię odziane w skórę, z naszywką Chaosu z tyłu jego kurtki, jego zacięta twarz udowadniała coś, i twardziel wyszedł.

I cholera...

Podobało mi się to.

- Chciałabym tylko trochę okaleczyć – powiedziałam drżąco, nie czując się zbyt szczęśliwa z powodu nowego sposobu, w jaki Snap Kavanaugh mógł na mnie oddziaływać.

- Masz pojęcie, jak dobrym strzelcem musisz być, żeby celować i okaleczać i robić to gówno z powodzeniem w niepewnej lub napiętej sytuacji? - zapytał.

- Strzelcem wyborowym - mruknęłam.

Powoli odwrócił się do mnie, twardziel wciąż z niego kipiał, wibrował nade mną, a moja determinacja, żeby nigdy więcej (i to zdecydowanie nieuchronnie) nie wdawać się w romans z motocyklistą, została zachwiana.

Boże, dlaczego mój tata musiał być taki niesamowity?

Dlaczego nie mógłbym być pociągany przez geeków, metroseksualistów czy hipsterów?

- Rosalie, to gówno jest poważne - stwierdził i był cały stalowy.

Snapper, łatwy do bycia był świetny.

Snapper będąc stalowym w sklepie z bronią był fantastyczny.

Czas uciekać.

- Chyba muszę iść do domu - mruknęłam.

- Idziemy na kawę - oświadczył Snap.

- Nie idziemy na kawę - odpowiedziałam.

- Skoro jesteś w sklepie z bronią, w którą chcesz się uzbroić, czas, żebym dał ci przestrzeń do ogarnięcia się, minął. Musimy porozmawiać - powiedział mi.

- Nie mamy już o czym rozmawiać.

Snap przestał być stalowy, znowu delikatność i słodkość były na swoim miejscu, kiedy powiedział - Rosie, nigdy nie będzie takiego czasu, kiedy ty i ja nie będziemy mieli o czym rozmawiać.

Wow, to było szalenie słodkie.

Postanowiłam się wkurzyć zamiast się bać.

Albo ekscytować.

- Właśnie zostałam pobita do cholery przez mojego chłopaka i jego braci - przypomniałam mu.

- Sześć dni temu dostałaś w kość od dupka, o którym zawsze wiedziałem, że jest dupkiem, ale teraz ty też wiesz, że jest dupkiem, chociaż już to wiedziałaś, po prostu nie chciałaś się do tego przyznać. A w ciągu tych sześciu dni zorientowałaś się również, dlaczego z nim byłaś, ale wciąż miałaś mnóstwo czasu na rozmowy telefoniczne ze mną.

Celny cios.

Cholera.

- Robimy to przy Zipie? - zapytałam.

- Tylko powiem, jeśli mam wybór, wolałbym, żebyś tego nie robili przy mnie - wtrącił Zip.

- Zrobimy to, gdziekolwiek będziemy musieli, żebym miał pewność, że wiesz, na czym stoję i że jesteś w tym ze mną - Snapper zignorował Zipa, by odpowiedzieć.

- Wiedziałem, że nie będę miał wyboru - mruknął Zip.

- Chyba wolę skupić się na fakcie, że Bounty jeszcze ze mną nie skończyli - podzieliłam się.

- Bounty z tobą skończyli - odparł.

Chciałabym, żeby to była prawda.

- Wiesz, że nie, Snap - wyszeptałam.

- Wiem, że skoro kolejna kobieta z Chaosu wplątała się w interesy brata, Denver stoi w obliczu Armagedonu - odpowiedział Snap.

- Żeby to ruszyć dalej - powiedział Zip i oboje spojrzeliśmy w jego stronę - …ja też mogę to potwierdzić. Na ulicach pełno jest plotek o tym, że Bounty jest cipą i wyżyło się na dziewczynie. Pełno tam też Chaosu, który jest u kresu wytrzymałości, a my powiemy po prostu, że sprawy robią się naprawdę niespokojne.

- Zip, chcesz się odwalić? - zapytał Snap.

- Chłopie, robisz to ze swoją kobietą w moim sklepie. Nie odwalam się w moim sklepie – odparł Zip - I uważaj, pomagam ci.

- Idę do domu – oznajmiłam, zaczynając mijać Snappera, ale nie uszłam daleko, bo złapał mnie, trzymając palce w zgięciu mojego łokcia.

Spojrzałam na niego.

- Mała, chodźmy po prostu na kawę – powiedział.

Miał rację.

Musiałam się ogarnąć.

Również się mylił.

Nie skończyłam się ogarniać.

Potrzebowałam dużo więcej czasu.

I musiałam się za to zabrać.

- Miał mój telefon - powiedziałam.

Piękne usta Snappera zacisnęły się.

- Chciałam się spotykać – dopowiedziałam.

– Nie bez powodu poszedłem tą drogą – szepnął - Mogę to wyjaśnić, jak pójdziesz ze mną na kawę.

Zignorowałam tę ofertę.

- Zadzwonił do ciebie? – zapytałam.

- Nie – odpowiedział.

Naprawdę?

- Nie zadzwonił? – naciskałam.

Snapper pokręcił głową.

- Skąd wiedział? – zapytałam.

- Miałaś bezpieczny telefon, kochanie – wyjaśnił.

Po prostu to.

Miałam swój telefon i nie było powodu, bym miała dodatkowy.

Chyba że zdradzałam swojego chłopaka.

Nagle cała ta sytuacja stała się gorsza.

Jeden plus jeden równało się dwa, oczywiście, ale Beck nawet nie ustalił ostatecznie, że dwa to dwa, za które chcieli się zemścić.

Podejrzewał mnie, zlokalizował telefon i uznał mnie za winną, nie zadając mi pytania ani nie ustalając ostatecznie mojej winy.

Szczerze mówiąc, nie miało znaczenia, że ​​miał rację.

Ważne było to, że nawet nie zapytał, zanim wydał wyrok i mnie skazał.

Zwłaszcza taki wyrok, jaki mi dał.

- Skąd wiedziałeś, gdzie mnie znaleźć? - zapytałam Snappera.

- Miejsce, w którym Bounty wykonywali swoją mokrą robotę, jest znane.

Mokra robota.

Mój były facet i jego bracia mieli miejsce, w którym wykonywali mokrą robotę, które było znane.

Czy Chaos miał miejsce, w którym wykonywali mokrą robotę?

Prawdopodobnie.

Skinęłam głową do Snapa - Muszę iść do domu.

- Nie zbliżą się do ciebie ani twojej mamy.

Ponownie skinęłam głową.

- Pozwolę ci teraz odejść – poddał się, prawdopodobnie mnie rozumiejąc i będąc sobą, bo wiedział, jak bardzo tego potrzebowałam - Ale musimy porozmawiać, Rosie.

Pokręciłam głową.

- Słonko... - zaczął.

Szukałam innej wymówki i na szczęście znalazłam jedną.

- Muszę przejść żałobę po moim tacie.

Na to mrugnął, kończąc mrugnięcie wysokim uniesieniem brwi.

- Słucham? – zapytał.

- Muszę przejść żałobę po moim tacie – powtórzyłam.

- Zmarł trzy lata temu, Rosie.

- Tak, i ostatnio stało się dla mnie jasne, że nie radzę sobie z tym w zdrowy sposób.

Jego palce na moim ramieniu zacisnęły się mocniej, w tym samym czasie, gdy przyciągnął mnie bliżej.

- Everett – powiedziałam cicho i ostrzegawczo.

- Throttle nie był twoim ojcem – powiedział mi, pokazując, że dokładnie wiedział, o czym mówiłam.

- Wiem.

- Ja też nie jestem.

Tak, jesteś.

I co dziwne, to przeraziło mnie bardziej niż cokolwiek innego.

- Proszę, muszę iść – błagałam.

- Musisz wiedzieć, że nigdy nie dostaniesz tego gówna ode mnie, od Chaosu, bez względu na to, co zrobisz – powiedział - Ale nie musiałabyś tego robić, bo to nie jest nasza ścieżka.

- Jaka jest wasza ścieżka?

- To nie to – stwierdził.

W końcu dotarliśmy.

Dotarliśmy dokładnie tam, gdzie musiałam być, żeby mnie puścił w spokoju.

I rzuciłam się na to.

Spojrzałam mu prosto w jego śnieżno niebieskie oczy.

- Armagedon wykończy wszystkich, Snapper.

Jego palce zacisnęły się na moim ramieniu tuż przed tym, jak delikatnie je uwolniłam.

Spojrzałam na Zipa, uśmiechnęłam się drżąco i powiedziałam:

- Miło było cię poznać.

- Wróć po paralizator - odpowiedział.

Skinęłam głową, myśląc, że nie chcę brać odpowiedzialności za to, że ten kto chciał mi zrobić krzywdę, straciłby przy tym mózg, ale prawdopodobnie nie miałabym nic przeciwko znacznemu przypieczeniu go.

Następnie spojrzałam na Snapa, który mnie obserwował, ale nie wykonał już żadnego ruchu, aby mnie zatrzymać, i na niepewnych nogach wyszłam ze sklepu z bronią.

 



[1] Yelp - lokalny przewodnik internetowy, który podpowiada ci gdzie jeść, robić zakupy czy imprezować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz