niedziela, 20 października 2024

7 - Świat

 

ROZDZIAŁ 7

Świat

Rosalie

 

Czułam się trochę zawstydzona tym, że, czekając na Snappera, wyglądałam przez okno w zasadzie od około pięciu minut po tym, jak wysłał SMS-a, że odebrał jedzenie i jest w drodze.

A kiedy przyjechał, wciąż go wyglądając, byłam totalnie zszokowana, gdy wysiadł ze swojego pickupa i poszedł na stronę pasażera, aby złapać dwie plastikowe torby wypchane pojemnikami z jedzeniem.

Musiało być w nich wystarczająco dużo dań, aby nakarmić sześć osób.

Nie wiedziałam, co z tego odczytał (i nie obchodziło mnie to), gdy otworzyłam drzwi wejściowe na długo przed tym, jak się do nich zbliżył.

Snapper prawdopodobnie już zauważył mnie, jak patrzyłam przez okno (trudno byłoby mnie nie zauważyć), więc i tak nie miało to znaczenia.

Ale tak naprawdę, byłam po prostu zadowolona, ​​że ​​tam był i nie obchodziło mnie, że o tym wiedział.

- Powinieneś był zaparkować w garażu, Mulder - powiedziałam mu, gdy był sześć kroków ode mnie.

- Nie mam pilota, Scully - odpowiedział.

- Nie masz pilota do własnego garażu? - zapytałam.

Dotarł do mnie, a ja odsunęłam się, żeby mógł przejść z dwoma torbami.

I powiedział - To twój garaż, Rosie.

- Nawet nie mam umowy najmu.

Snap nie miał na to odpowiedzi.

Po prostu poszedł do kuchni.

Zamknęłam drzwi i poszłam za nim, pytając - Cały Klub przyjdzie na kolację?

Rzucił torby na blat, odwrócił się, zdejmując swoją kurtkę, by również ją rzucić na blat, i odsłonił przy tym obcisłą kremową koszulkę termiczną, która była godna ślinienia się, po czym uśmiechnął się do mnie - Chciałem, żebyś miała to, czego chciałaś, więc kupiłem wszystko, co powiedziałaś, że lubisz, ale zanim się za to odwdzięczysz, miałem ukryty motyw, bo indyjskie resztki są do bani.

Podobała mi się pierwsza część tego i miał rację co do drugiej części, więc odwzajemniłam uśmiech.

Zaczął rozwiązywać zawiązane uchwyty toreb, podczas gdy ja postanowiłam nie skupiać się na fakcie, że Snapper miał dzień rozpuszczonych włosów, i mi się to podobało, a także na fakcie, że zapuścił brodę, choć była dłuższa przy brodzie niż na policzkach, a sposób, w jaki odrastała, wyglądał na nim szalenie dobrze.

Zamiast tego oderwałam wzrok od jego wyjątkowej urody i wyjęłam talerze, sztućce i piwa.

- Dobrze bawiłaś się z mamą? - zapytał, wyjmując pojemniki, ustawiając je w rzędzie na blacie i otwierając je.

- Zawsze dobrze się bawimy - odpowiedziałam.

- Jest całkiem fajna - mruknął.

Taka była.

Byłam wprost podekscytowana, wiedząc, że on tak myślał.

- Ona też cię lubi - podzieliłam się.

Odwrócił głowę w moją stronę, a wyraz jego twarzy powiedział mi, że brzmiało to jak lekka rozmowa, ale dla Snappera było to zupełnie inne. Chciał, żeby moja mama go lubiła, bo chciał przyszłości ze mną.

- Dobrze - powiedział.

Założyłam włosy za ucho, chwyciłam łyżki, by wpychać je do pojemników, gdy Snap je otwierał.

Nałożyliśmy sobie jedzenie, wzięliśmy nasze piwa i udaliśmy się na moją kanapę. Rozsiadłam się, gotowa do zjedzenia posiłku, czując się zdenerwowana i onieśmielona.

Nie chodziło o rozmowę, którą mieliśmy odbyć. Snap nie pozostawił wątpliwości, że chce tam ze mną pójść. Mieliśmy do przejścia przez kilka trudnych spraw, ale Snapper udowodnił, że potrafi sobie ze mną poradzić.

Chodziło o inny raz, kiedy poszliśmy tam.

Wszystko było w porządku i dobrze było obudzić się ze Snapper’em prawie nagim w łóżku, które mi kupił, w domu, który mi dał, po idealnym wieczorze.

Ale wtedy było to o wiele więcej.

Jeśli ta rozmowa pójdzie dobrze, to się wydarzy.

I wiedziałam, że to znaczyło dla niego wszystko.

Dla mnie to znaczyło tyle samo.

Więc tamto „tam”, do czego moglibyśmy pójść dziś wieczorem, musiało być niesamowite.

Snap początkowo nie dołączył do mnie na kanapie.

Zamiast tego odstawił talerz i piwo na stolik kawowy i podszedł do kominka. Przekręcił gałkę z boku i ogień ożył.

Nie wyciągnął telefonu i nie ustawił głośników, które, jak zauważyłam, były zamontowane pod sufitem, aby odtwarzały „Let’s Get It On” Marvina Gaye’a.

Ale i tak stworzyło to scenę.

O, tak.

Byłam zdenerwowana i onieśmielona.

Wepchnęłam cząstkę maślanego kurczaka w środek ryżu, a potem wpakowałam go do ust.

Snap usiadł w drugim końcu kanapy, niż ja i zgarnął swój talerz.

Przezułam, przełknęłam i zapytałam - Odwalasz sam robotę w ogrodzie?

Spojrzał na mnie - Słucham?

- Podwórko - Skinęłam głową w stronę drzwi za nami - Wszystko gotowe na zimę. Ty zajmujesz się ogrodem?

- Nie - powiedział mi.

Nie wyjaśnił.

Z drugiej strony, nie musiał.

Spojrzałam na talerz, wcisnęłam trochę kurczaka korma do ryżu i zjadłam, wciąż wpatrując się w talerz.

- Co się dzieje, Scully? - zapytał.

Spojrzałam na niego, przeżułam, połknęłam i powiedziałam: - Nic się nie dzieje.

Zmrużył oczy - Jesteś dziwna.

- Jestem? - zapytałam.

Ale byłam.

Leżałam po drugiej stronie kanapy, wepchnięta w kąt, z talerzem pod brodą, jakbym nie jadła niczego od sześciu miesięcy i miałam zamiar na to rzucić się, a moje ciało krzyczało - To jest moja przestrzeń, nie najedź jej!

- Jemy i rozmawiamy. Nie wskoczę na ciebie na kanapie przez kurczaka w maśle – stwierdził.

- Rozpaliłeś ogień – zauważyłam.

- No i co? Ten ogień jest zajebisty. Jest luty. To był ból dupy, żeby tu włożyć tego skurwiela i nigdy nie miałem okazji się nim nacieszyć. Więc go rozpaliłem.

- To romantyczne - powiedziałam cicho.

- Tak - zgodził się - Ja jestem tutaj. Ty jesteś tutaj. Porządkujemy nasze sprawy, więc poczułem romantyczny nastrój, mała. Ale jestem głodny i mamy o czym rozmawiać, więc, zanim cokolwiek zrobię z tym uczuciem, zjem i porozmawiamy, a jeśli będziemy tam oboje, zbadamy to uczucie. Teraz po prostu miło jest siedzieć na kanapie, tylko ty i ja jedzący kolację. Nigdy czegoś takiego nie mieliśmy. Więc równie dobrze możemy to zrobić porządnie.

Robił to cały czas.

Zawsze robił to porządnie.

I miał rację.

Miło było tam być po raz pierwszy we dwójkę, tylko Snap i ja.

To było do bani, było tak wiele ciężkich spraw, przez które musieliśmy przejść, miejmy nadzieję, że ostatecznie z powodzeniem, zanim udało nam się przez to przejść.

Właśnie wtedy zdecydowałam, że czas to pokonać.

– Wiesz, dla mnie też jesteś całym światem – wypaliłam.

Zamrugał.

Nadal bełkotałam.

- Po prostu martwię się, że cię stracę przez to, co się dzieje z Benito Valenzuelą i Bounty, bo domyślam się, że to niebezpieczne. I wiem, że Chaos to strażnicy i patrolujecie swój teren, a to mnie niepokoi. Byłam też z facetem, ale potem zaczęłam się w tobie zakochiwać, kiedy byłam z tym facetem i oczywiście wiesz, że byłam z tym facetem, więc teraz wiesz, że to się stało, i martwię się, że pomyślisz, że jestem popieprzona, przechodząc od faceta do faceta, nawet kiedy jestem z facetem i, że to może się zdarzyć tobie. Chodzi mi o tę część o przeskakiwaniu do innego faceta, kiedy jestem z tobą.

Wzięłam głęboki oddech, a potem mówiłam dalej.

- Ten dom jest piękny, a łóżko niesamowite, ale nie rozmawialiśmy o tym, ile będzie wynosił czynsz, żebyś nie tracił pieniędzy, opiekując się mną. Nie rozmawialiśmy też o tym, jak ci się odwdzięczę za łóżko. A mama dzisiaj zwróciła mi uwagę na coś, co dla mnie byłoby do bani, gdybym wiedziała, że coś do mnie czujesz, a ja robiłam coś niebezpiecznego, co pewnie cię martwiło, skoro nie mogłeś mnie chronić. I to sprawia, że ​​myślę, że ja jestem tylko sobą, albo że ty będziesz myślał, że ja jestem tylko za sobą. Egoistyczna i skupiona na sobie, niebiorąca pod uwagę uczuć innych ludzi.

Kiedy przestałam mówić i milczałam przez chwilę, Snapper przemówił.

- To wszystko?

Chciał więcej?

- To nie wystarczy? - zapytałam.

Skinął głową i powiedział - Tylko upewniam się, że to wszystko, co mamy.

- Um… czy ty masz coś, o czym chciałbyś porozmawiać? - zapytałam i dokończyłam z obawą - Mam na myśli, że wygląda na to, że ustalamy plan na wieczór.

Wyglądał, jakby bardzo starał się nie zacząć się śmiać.

Wtedy wysunął białe zęby i zatopił dokładnie w środku pięknej dolnej wargi, tak jak zrobił to u Zipa. Byłam jednocześnie zafascynowana i rozproszona, i zastanawiałam się, czy nie powinnam rzucić się na niego przez kurczaka w maśle.

Niestety, puścił wargę i przemówił, przerywając czar.

- Co powiesz na to, żebyśmy najpierw rozwalili twoje rozterki? - zasugerował.

Nie wiedziałam, czy miałam się cieszyć, że nie będziemy wszczynać jakiejś dziwnej pogawędki, a zamiast tego zamierzaliśmy to usunąć, czy też miałam zacząć świrować, że to, co powiedział, sugerowało, że ma rozterki do omówienia.

Nie skomentowałam tego. Po prostu skinęłam głową.

Czekając, aż skinę głową, połknął porcję indyjskiego jedzenia, którą włożył do ust, wyciągnął rękę i sięgnął po piwo, wziął łyk, odstawił butelkę i odwrócił się do mnie.

Wtedy zaczął.

- Valenzuela i Bounty, Rosalie, nie są twoim problemem.

Powiedział to nieustępliwie, jakby mógł po prostu ujść mu to na sucho i puściła bym to mimo uszu, gdy rozmawialiśmy o naprawdę złych facetach i konflikcie jego Klubu z rywalizującym klubem motocyklowym, nie wspominając o działalności samosądów.

- Snap...

- Nie - pokręcił głową - Nie. Twoje zaangażowanie w to zakończyło się w tamtym magazynie. Teraz jest to już koniec tego dla ciebie.

- Ale to nie jest koniec dla ciebie - powiedziałam cicho - A właśnie teraz znajdujemy drogę do nas, myślę, że jasne jest, że oboje tego chcemy, więc jeśli chcesz być częścią mojego życia, to co jest częścią twojego życia, będzie częścią mojego.

- To jest oczywiste? - zapytał.

- Słucham? - zapytałam w odpowiedzi.

- Tym, w co naprawdę chcę się w to zagłębić, Rosie, jest to, że zaczęłaś się we mnie zakochiwać. Biorąc pod uwagę to, co nas doprowadziło do tego punktu, uznałem za priorytet stwierdzenie, że nie masz się o co martwić w związku z Valenzuelą i Bounty. Ale teraz już dotarliśmy do sedna.

- Wolałabym wyjaśnić sprawę Valenzueli i Bounty - odpowiedziałam.

- Mała, zakochujesz się we mnie?

To był szept, miękki i słodki, ze śnieżnobiałymi, niebieskimi oczami wpatrzonymi we mnie, jakby następne słowa, które miałam powiedzieć, były tymi, na które czekał, odkąd zaczął oddychać.

- Jesteś… jesteś… - Boże! - Jesteś Snap.

Jego ton był taki sam, gdy potwierdził - Jestem, ale to nie odpowiada na moje pytanie, Rosie.

Mój ton pasował do jego, gdy odparłam - Dla mnie tak.

Jego śnieżno-niebieskie oczy zaczęły płonąć, gdy mruknął:

- Kurwa, teraz nie jestem głodny, a zamiast tego chcę skoczyć na ciebie przez kurczaka w maśle.

Z tego, co zjadłam, mogłam stwierdzić, że jedzenie, które kupił, było szalenie dobre, a ja byłam głodna.

Ale teraz nie byłam. Nie czułam się też zdenerwowana ani onieśmielona. Chciałam tylko, żeby na mnie skoczył.

Mimo to musieliśmy trzymać się celu.

- Nie chcę, żebyś myślał, że ​​znajdę kogoś innego, gdy będę z tobą - szepnęłam.

- Rosie, myślisz, że siedziałbym tutaj… do cholery, że ty siedziałabyś tutaj, gdybym tak myślał?

To miało sens.

Ale mimo wszystko.

- Chcę, żebyś wiedział. Muszę powiedzieć te słowa. Musisz zrozumieć, że wiem, że to było i jak to się stało, ale nadal chodzi tylko o ciebie. To było chaotyczne, szalone i przerażające, ale przetrwałeś to wszystko, solidny, silny i chroniący mnie, i to stało się takim. Ale to wydaje się być złe, bo były te wszystkie pierwsze części.

- To nie jest złe, Rosalie.

- Chcę mieć pewność, że w to wierzysz.

- Mogę cię zapewnić, mała, że w to wierzę.

Chciałabym, żeby to zadziałało.

Po prostu nie zadziałało.

Nie dla mnie.

Bo wiedziałam, jak to miało być.

- Moja mama... mój tata... - Pokręciłam głową, próbując wbić trochę sensu w słowa, które musiałam powiedzieć, żeby zrozumiał, jak ważne były - ...nie było nikogo innego dla niej i nikogo innego dla niego. Nie chodziło im o to, żeby być parą i porzucić wszystkich innych. Kiedy byli razem, świat po prostu znikał. Funkcjonowali w nim, a ja pojawiłam się i uczynili mnie częścią swojego świata, ale byliśmy tylko my. Była rodzina i byli przyjaciele, ale ostatecznie zostaliśmy tylko my. Nigdy się nie rozdzielili, żadne z nich, ale przynajmniej dla mamy, poza pójściem na bal maturalny z kimś innym, nie sądzę, żeby był ktoś przed nim dla niej. Wiem, że moi dziadkowie byli przerażeni tym, że był od niej o wiele starszy, ale tata był tatą i zjednał sobie ich sympatię.

- Nie możesz żyć życiem swoich rodziców, Słonko - powiedział łagodnie.

Pokiwałam głową - Nie, ja to rozumiem. Całkowicie rozumiem. Nie to mam na myśli. Mówię, że chciałabym, żeby mężczyzna, na którego się zdecyduję, wiedział, że nie ma dla mnie nikogo oprócz niego. Że chcę, żeby nasze życie i nasze dzieci były naszym światem. Chcę końcowego rezultatu tego, co oni mieli, ale to nawet nie to. Chciałabym, żeby mój mężczyzna wiedział do głębi duszy, że to właśnie ode mnie dostaje.

- I myślisz, że dojdziemy do tego, z powodu tego, jak to się zaczęło, zakwestionuję to - wywnioskował.

- Myślę, że jesteście braćmi z Shy’em, więc ta historia jest dla ciebie oczywista, a potem byłam z Beckiem, kiedy wszystko się zaczęło, i myślę, że życie się zdarza, kłótnie się zdarzają, i zabiłoby mnie to, gdyby cokolwiek kiedykolwiek zachwiało twoim zrozumieniem, że dla mnie jesteś tylko ty.

- Mała, kiedy później będziemy się kochać, przekonasz się, że nie przychodzę do ciebie jako prawiczek.

Położyłam talerz na kolanach, pochyliłam się w jego stronę i powiedziałam - To nie to samo.

- Byłem z tobą przez cały ten czas, Rosie. Myślisz, że to przegapiłem?

- Nie, po prostu...

- Jestem w tobie totalnie, kurwa, zakochany.

Wyprostowałam się i zagapiłam się, a płomień wokół mojego serca zaczął rozprzestrzeniać się po całej klatce piersiowej.

- Skończone, mała. Skończone - kontynuował - Jesteś słodka, zabawna i nie jesteś samolubna. Jak mogłaś tak pomyśleć, nie wiem, skoro ryzykowałaś życiem, żeby uratować duszę mężczyzny, z którym mieszkałaś.

Choć cieszyłam się z tego, co mi powiedział, musiałam wyjaśnić, czym to wszystko było.

- Nie byłam dla niego tą jedyną, Snap, on nie był również dla mnie.

- No dobrze, czy możesz mi powiedzieć, że istnieje jakaś forma czystego altruizmu, Rosalie, powiem ci, że się mylisz, bo ona nie istnieje. Nawet jeśli nic nie dostaniesz z czegoś dobrego, co zrobisz, nadal będziesz mieć satysfakcję, że jesteś osobą, która to zrobiła. Więc ostatecznie to jest coś. Więc tak, częścią twojego podejścia było coś z tego wyciągnąć. Dostałaś też rozwaloną twarz i połamane żebra. Wiedziałaś, że to mogło się stać i zamiast odstrzelić tego gościa, kontynuowałaś. Więc co myślisz, że to mi mówi?

- Byłam z tym gościem - odpowiedziałam - Z niewłaściwym gościem.

- Nie - zaprzeczył, zaczynając brzmieć na zniecierpliwionego - Mówi mi, że jeśli ci na kimś zależy, nie chodzi o to, by robić coś ponad siłę. Chodzi o to, żeby dać z siebie wszystko. Szczerze mówiąc, zakochałem się w twoich cyckach i włosach, w tym pięknym głosie i sposobie bycia, o którym dowiedziałem się niedawno, że odziedziczyłaś od swojej matki, i w tym uroczym, cholernie słodkim sposobie poruszania się podczas chodu, na który patrzę, jak idziesz przede mną, Rosie. Ale potem wszystko to uzupełniłaś o resztę tego, czym jesteś, a mnie to gówno obchodzi, że ​​był tam wcześniej. Już go nie ma. A my jesteśmy teraz. On się dla mnie nie liczy. Liczy się tylko dla ciebie i musisz to odpuścić, Rosie. Bo dla mnie to już skończone. Przeszłość.

- Jeśli wdamy się w to ja z tobą i później to wróci, żeby mnie prześladować, to nie będzie dobrze, Słonko - naciskałam.

- Nie wróci.

- Nie potrafisz przewidzieć przyszłości, Everett.

- Jeśli chodzi o ciebie, potrafię - oświadczył, będąc cały kamienny.

- Skończymy tę rozmowę i jedzenie. Potem pójdziemy na górę i dokończymy to, co zaczęliśmy dziś rano. Jutro się obudzimy i zrobimy więcej tego. Będziemy to powtarzać przez wieczność, wrzucając po drodze dwójkę dzieci. To jest nasza przyszłość, Rosie. I żeby ci to wyjaśnić, od kiedy wiem, że się we mnie kochasz, mój świat skurczył się do tego, co jest na tej kanapie w chwili, gdy oboje na niej usiedliśmy, ale powinnaś wiedzieć, że mój świat zaczął się kurczyć dużo wcześniej. I nie tylko dobrze mi z tym, ale to sprawia, że ​​jestem naprawdę, cholernie szczęśliwy.

Wtedy ja też byłam cholernie szczęśliwa.

- Mam przeczucie - wyszeptałam, a słowa nierówne z powodu emocji utknęły mi w gardle - …że nie pozwolisz mi płacić czynszu.

Uśmiech rozkwitł na jego twarzy, ogromny, przystojny, niesamowity.

Wiedział, że ja też byłam szczęśliwa, w końcu pozwoliłam sobie po to sięgnąć i miał rację, że nie było tu czystego altruizmu, bo wiedział, że również za to, że mi to dał, dostał coś wielkiego.

To właśnie go uszczęśliwiło.

Szansa na uszczęśliwienie mnie.

Boże, to było takie Snapperowe.

- Jak chcesz ćwiczyć swoją niezależność, wynegocjujemy coś, co sprawi, że poczujesz się z tym swobodnie, ale nadal możesz kupić meble ogrodowe. Łóżko, kochanie, to się nie zdarzy, bo jeśli wszystko pójdzie tak, jak powinno, będę w nim tak samo dużo jak ty, więc to moja sprawa.

- Mówisz, że chcesz... - Przełknęłam ślinę, szczęśliwa, że ​​tam dotarliśmy, nie... podekscytowana, ale to było może za szybko - zamieszkać razem?

Pokręcił głową - Nie. Myślę, że potrzebujesz trochę czasu i przestrzeni, a my mamy więcej rzeczy do zrobienia, żeby się poznać. Ale tak, oczywiście, że w końcu. Zdecydowanie.

I po tym Snap wrzucił więcej jedzenia do ust.

Przyciągnęłam jego uwagę z powrotem do siebie - Snap, Valenzuela i Bounty.

- Kotku…

- To mnie martwi.

Przyglądał mi się uważnie i widać było, że głęboko nad tym myślał.

Musiał zjeść dwa kęsy ryżu i kormy z dodatkiem odrobiny naan w panierce tikka masala, żeby dojść do wniosku, co miał powiedzieć.

- Wiesz, że Chaos patroluje nasz teren od ponad dekady.

Nie wiedziałam o tym.

- Okej - odpowiedziałam.

- Nic się nie działo, Rosie. Nawet blisko. Przed Valenzuelą patrolowanie nie było aż tak wielkim problemem, bo każdy, kto robił głupie rzeczy w Denver, wiedział, żeby trzymać to z dala od Chaosu. Robiliśmy to po prostu regularnie, żeby mieć pewność, że ta wiadomość zostanie przekazana dalej.

- Okej - powtórzyłam.

Ponownie przyjrzał mi się, gdy jadł i ja wzięłam kolejny kęs, gdy to robił.

W końcu kontynuował.

- Zanim do nich dołączyłem, gdy wychodzili z tamtego gówna, w które wpadli, stracili człowieka.

Ojej.

- Dobry facet - kontynuował - …jak słyszałem, że to wszyscy mówią, najlepszy.

- Snapper – wyszeptałam.

- I mówię ci to, Rosalie, bo ta strata zrobiła dwie rzeczy. Rozbiła każdego członka, który został w Klubie i umocniła bractwo, a także ścieżkę, którą podążali, by się oczyścić. Wiem, że to dychotomia, ale tak pisze się historię i to jest bractwo, które znam. Więc to, co mówię, to to, że tę ostatnią część mamy pod kontrolą, ale ta pierwsza część: każdy brat zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby to się nie powtórzyło.

- Nie wszystko jest w mocy Chaosu – zauważyłam.

- Ten mężczyzna, którego stracili, nazywał się Black, miał kobietę i dwóch synów.

Ojej!

- Ona też jest częścią legendy Chaosu, skarbie – kontynuował łagodnie - Mówili mi, że nigdy się z tym nie pogodziła, a oni kochali swojego brata, kochali tę kobietę, kochali tych synów, więc odczuwali jego stratę na trzy sposoby. Więc kiedy mówię, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby nie stracić niczego cennego po drodze, to pójdziemy z tym na całość.

Nie pochylił się do mnie, ale sposób, w jaki na mnie patrzył, zmienił się, więc miałam wrażenie, że przesunął się po kanapie i wszedł w moją przestrzeń.

- Nie robimy tego głupio. Gramy mądrze. Ci mężczyźni mają kobiety i dzieci do ochrony, Rosalie. Wiem, że rozumiesz, że Klub jest rodziną, ale może nie rozumiesz, że Klub jest rodziną. Chcemy, żeby to się stało i wszyscy jesteśmy gotowi to zrobić, ale nie zrobimy tego gówna jak Butch i Sundance. Wszyscy mamy różnych rodziców, ale łączy nas krew. Chaos to nasza krew, mała, i nie mówię, że to gówno nie jest intensywne. Mówię, że nie podejmujemy niepotrzebnego ryzyka. A ja nie potrafię przewidzieć przyszłości. Proszę cię tylko, żebyś mi zaufała.

- Ufam ci, Snapper.

- Pozostało nam tylko zjeść, a potem możemy pójść na górę.

- Nie masz nic do załatwienia? - zapytałam.

- Nie - odpowiedział.

Cóż, to była ulga.

- Mamy jeszcze coś do omówienia - powiedziałam, gdy wpychał sobie jedzenie do ust.

- Co? - zapytał, gdy już przełknął.

- Chcę, żebyś zrozumiał, że to, co powiem, jest prawdą, a nie mówię tego przez to wszystko, co mi dajesz.

- Co? - powtórzył.

- I martwię się, że jest za wcześnie i nie uwierzysz w to.

- Mała... - Tracił cierpliwość - Co?

- Nie zakochuję się w tobie - powiedziałam mu.

Wyraz jego twarzy sprawił, że z trudem kontynuowałam mówienie.

- Już się w tobie zakochałam.

Zamarł.

Na kamień.

Wpatrywał się we mnie.

Usiadłam.

Twardo.

Wpatrywałam się w niego.

Snapper przerwał ciszę.

- Kurwa, kurwa, będziemy to odgrzewać – warknął, praktycznie rzucając talerz na stolik kawowy, wyrywając mi z ręki mój i robiąc z nim to samo, a następnie wyciągając mnie z kanapy.

Zanim zorientowałam się, co się dzieje, ciągnął mnie po schodach.

- Snap! – warknęłam.

Odwrócił się i prawie się z nim zderzyłam, ale zatrzymałam się, bo jego ręce uniosły się, objęły moją twarz, a on pochylił się nisko ze swojego stopnia nade mną, by wsunąć swoją twarz w moją.

- Właśnie oddałaś mi się, Rosie, więc teraz cię mam i gówno mnie to obchodzi, że naan nigdy nie jest tak dobry po odgrzaniu w mikrofalówce, jak świeży.

Myliłam się.

Kominek był w porządku, jeśli chodzi o stworzenie romantycznego nastroju.

Ale najlepszy nastrój romantyczny na świecie to stanie z rękami twojego mężczyzny na tobie na zakręcie spiralnych schodów i rozmawianie o podgrzewaniu chleba naan w mikrofalówce.

Chciałam się śmiać. Chciałam rzucić mu się w ramiona. Chciałam stanąć na palcach i mocno przycisnąć swoje usta do jego.

Znalazłam mężczyznę, który był dla mnie idealny i był mój.

Nie miałam okazji zrobić nic z tego.

Pochylił głowę jeszcze niżej i mnie pocałował.

Nawet nie zaczęło się słodko.

Zaczęło się mokro i gorąco i takie pozostało, dopóki Snapper nie przerwał pocałunku, nie puścił mojej twarzy, ale znów złapał mnie za rękę i pociągnął w górę po schodach.

Kiedy tam dotarliśmy, byłam gotowa zerwać wszystkie swoje ubrania, wszystkie jego ubrania i zrobić to szybko i gwałtownie.

Ale Snapper miał inne pomysły.

Jasne, poszedł prosto do łóżka.

I jasne, od razu się za to zabrał.

To znaczy, usiadł na nim i pociągnął mnie na swoje kolana, z obiema nogami na jego bokach (nawet bez rozkroku!).

Wyciągnął rękę, włączył światło i wrócił do mnie.

- Snapper - wyszeptałam, owijając palce jednej ręki wokół boku jego szyi.

- Rosalie - wyszeptał, przesuwając dłoń wzdłuż mojego kręgosłupa.

Kiedy jego palce wsunęły się we włosy i nie pociągnął mnie w dół do swoich ust, powiedziałam - Mama i ja kupiłyśmy prezerwatywy w Walgreens.

Jego oczy błysnęły - Uwielbiam dziewczyny, które są przygotowane.

- Zwykle nie jestem przygotowana.

- Więc cofam to. Kocham moją Rosalie, która była w nastroju, by wiedzieć, że to się wydarzy i przygotowała się na mnie. Ale po prostu chcę powiedzieć, mała, że nie musisz się martwić. Zajmę się tym dla nas.

Nie miałam wątpliwości.

Pogłaskałam kciukiem jego zarośnięte szczęki i zapytałam,

- Pocałujesz mnie?

- Za sekundę – odpowiedział, wsuwając palce w moje włosy, a ich opuszki gładziły krawędź mojej linii włosów za uchem.

To było szalenie przyjemne.

Jego język w moich ustach na schodach był lepszy.

Robił to przez chwilę, wpatrując się w moje oczy, a ja przesunęłam się na jego kolanach.

- Słonko… – zaczęłam namawiać.

- To będzie nasz pierwszy raz, Rosie, więc będziemy to pamiętać, a ja chcę, żeby było to warte zapamiętania.

O Boże.

Czy mógłby być bardziej idealny?

- …kej - mruknęłam - Nie spiesz się.

Uśmiechnął się.

I to stało się jeszcze bardziej idealne.

- Kocham cię – wyszeptał.

I o wiele, wiele bardziej idealne.

- Też cię kocham – wyszeptałam.

Jego dłoń zacisnęła się w moich włosach – Tak. I dziękuję ci za to, że mnie kochasz.

O Boże.

A teraz był jeszcze bardziej idealny.

- Chyba to moja kwestia – odparłam.

- Czekałem na ciebie trochę, Rosie. Więc się mylisz.

Nie mogłam znieść więcej.

Zbliżyłam się, przesuwając dłoń, by objąć jego szczękę.

- Jeśli mnie wkrótce nie pocałujesz, oszaleję – powiedziałam mu szczerze.

- Twoje żebra... - zaczął.

Przerwałam mu - Poradzę sobie z tym.

Jego wyraz twarzy zaczął się zmieniać - Nie, nie zrobisz tego.

- Kochanie - syknęłam, kładąc moje usta prawie na jego - ...zamknij się i pocałuj mnie.

Zamknął się.

A potem rzucił mnie na plecy na łóżko, zwijając się nade mną i pocałował mnie.

Nie zdarł ze mnie ubrania.

Ja nie zdarłam jego.

Całowaliśmy się, dotykaliśmy i głaskaliśmy po ubraniach, a potem pod nimi.

Po chwili całowaliśmy się mocniej i głębiej, dotykaliśmy się bardziej i ściągnęłam mu koszulkę termiczną. Odsunął się, żeby ściągnąć swoje buty i skarpetki.

Wrócił i całowaliśmy się mocniej i bardziej dziko, i dotykaliśmy się bardziej głodni. Ale ja na tym lepiej wyszłam, bo jego gładka, gładka, ciepła skóra była pod moimi dłońmi, mogłam poczuć siłę mięśni pod tym rozgrzanym jedwabiem, a przy całym tym całowaniu, dotykaniu i tym wszystkim, nagle chciałam zrobić z tego coś, co zapamiętam i zrobić to gorąco i mocno.

I szybko.

Więc podniosłam biodra, żeby obrócić go na plecy, usiadłam na nim, podniosłam się i ściągnęłam swoją termiczną koszulkę i top.

Kiedy siedziałam na nim okrakiem, mając na sobie tylko stanik, Snapper po prostu owinął palce po skórze wokół w mojej talii i powoli je przesunął.

Poczułam, jak rozporek między moimi nogami napinał się, ale Snap nie spieszył się.

 - Kochanie - wyszeptałam.

Usiadł, dotknął ustami moich ust, objął mnie ramieniem, a następnie przesunął wolną rękę w górę do moich piersi.

Utrzymał ciężar w dłoni na moim staniku, ale nic więcej nie zrobił.

- Snapper, Słonko - odetchnęłam, naciskając i wirując biodrami w jego twardości.

- Rosie - wyszeptał, jego słodki baryton unosił się po całej mnie.

Użył ramienia na mojej talii, aby mnie odciągnąć i opuścił głowę na moją klatkę piersiową.

Niespiesznie przesunął ją do piersi, której nie trzymał, ponad wzgórkiem, a potem z powrotem, tym razem śledząc językiem krawędź koronki.

Teraz do czegoś doszliśmy.

Ale on wciąż szedł wolno.

Niespokojnie kręciłam się przy jego biodrach, głaszcząc jego włosy, plecy, wyginając się pod jego dotykiem.

- Nie jestem pewna, czy potrafię robić to powoli – powiedziałam mu bez tchu, gdy jego język przesuwał się z powrotem.

- Nie? – zapytał moją skórę.

- Nie – wymamrotałam.

- Hmmm… – mruknął przy mojej skórze.

Boże!

Doprowadzał mnie do szału!

Wbiłam się w niego, zbierając jego włosy w moje palce, otwierając usta, by coś powiedzieć (może jęknąć, może błagać, byłam gotowa na wszystko, co mogłoby zadziałać w tym momencie), gdy nagle zerwał miseczkę stanika w dół i skupił się na kciuku i palcu wskazującym, delikatnie obracając nimi, dokładnie w tym momencie, gdy ssał mój drugi sutek do ust przez stanik.

Niesamowitość tego mnie rozdarła. Szarpnęłam się w jego uścisku, a on przyciągnął mnie do siebie, zanim zamienił sutki i ręce, a potem zrobił mi usta-usta.

O wiele.

Bardziej.

Niesamowite.

- Snapper - jęknęłam.

Ssał. Wirował językiem. Pocierał mnie przednimi zębami. A ja turlałam się po jego kolanach, naciskając na jego kutasa, robiąc wszystko, co mogłam, by pogłaskać go kroczem moich dżinsów.

Puścił mój sutek, przyciągnął moje usta do swoich i pocałował mnie gorąco i mokro, zanim je złamał i rozkazał szorstko - Mała, wstań.

Nie chciałam wstawać.

Chciałam, żeby we mnie wszedł.

Ale wstałam.

Ledwo udało mi się utrzymać drżące nogi, gdy jego ręce powędrowały do ​​mojego rozporka.

Okej, to było dobre. Cieszyłam się, że mogłam stanąć na nogach.

Zamek błyskawiczny rozsunął się, a potem moje dżinsy opadły.

Na szczęście moje majtki opadły razem z nimi.

Szybko je zdjęłam ze stóp.

Snap wyskoczył z łóżka.

- Nie! - krzyknęłam, kładąc obie ręce na jego szerokich, odsłoniętych ramionach i naciskając w dół - Oboje oddalamy się od miejsca, w którym powinniśmy być.

Posłał mi spojrzenie, które roztopiłoby asfalt, a jednocześnie było przepełnione humorem, co w jednej chwili stwierdziłam, że całkowicie pokochałam, zanim jego palce dotknęły guzika dżinsów.

Złapał portfel, zanim je pociągnął na dół.

Wyszedł z nich, otworzył portfel, wyciągnął prezerwatywę i rzucił portfel na szafkę nocną.

- Pospiesz się – nalegałam, nie przejmując się tym, że nalegałam, wpatrując się zachłannie w perfekcję kutasa, który wyskoczył z jego dżinsów i teraz stał pełny, twardy i dumny, sięgając w moją stronę.

- Mała, pośpiech z prezerwatywą to zła rzecz – mruknął, brzmiąc na warczącego, podnieconego i rozbawionego, a ja to również uwielbiałam.

Wyciągnęłam ręce i rozłożyłam je na jego klatce piersiowej, dotykając go i patrząc, jak rozwijał prezerwatywę na swoim pięknym, grubym kutasie, aż do nasady, lekko tańczyłam przy tym na stopach z oczekiwaniem, śliniąc się, mocno przesuwając kciukami po jego sutkach.

Snap chwycił mnie za biodra i opadł z powrotem na łóżko, wciągając mnie na swoje kolana, tym razem nie z nogami po jednej stronie, ale kolanami po obu stronach.

Teraz rozmawialiśmy - Zrobię ci wstępnego loda za drugim razem - zaproponowałam, mając ochotę na tę dobroć.

- Wstęp z tobą polega zasadniczo na tym, że na mnie patrzysz, więc to niepotrzebne, ale nie powiem nie - odpowiedział, prowadząc mnie do swojej dobroci, ale robiąc to zbyt cholernie wolno.

- Snapper, pospiesz się – przynagliłam.

Teraz w jego głosie słychać śmiech - Rosie, to nie prowadzi do niczego.

Złapałam go za obie strony głowy i spojrzałam mu w oczy.

- Chcę cię - wyszeptałam.

Z dudnieniem, które czułam od stóp do głów, pociągnął mnie w dół i wypełnił.

Snapper w końcu był we mnie.

Moja głowa opadła do tyłu, moje ręce zsunęły się w dół, by zacisnąć się na jego szyi i zaczęłam się ruszać.

- Pieprz… mnie – jęknął.

Nie to miał na myśli, ale wszystko, co mogłam pomyśleć, to: z radością.

- O mój Boże, czuję cię... - Zaczęłam wznosić się - ...piękne - skończyłam na buchnięciu w dół z wydechem.

Trzymał mnie stabilnie, wygiętą w łuk z dala od siebie, ujeżdżającą jego kutasa, swoim ramieniem ułożonym ukośnie na moich plecach i na przemian bawił się moimi sutkami i ssał je podczas jazdy.

Co sprawiło, że jechałam szybciej.

- Ostrożnie, Słonko – mruknął.

Martwił się o moje żebra, ale…

Nie było, kurwa, mowy.

Chcieliśmy to zapamiętać i mieliśmy zamiar zrobić to w sposób, którego nigdy, przenigdy nie zapomnimy.

Poszłam szybciej.

- Jezu, Rosie - mruknął.

- Boże – wydusiłam z siebie, kochając jego twardość we mnie, wsparcie jego ramienia wokół mnie, czucie jego zapachu wokół mnie, czując, jak narastało to we mnie.

Przyspieszyłam.

- Jezu, kurwa, Rosie.

Z każdego słowa, które wypowiedział, wynikało, że ja to w nim też budowałam.

I uwielbiałam to.

Rzuciłam się do przodu, moje włosy opadły wszędzie wokół mnie, wokół jego twarzy i ramion, i wzięłam jego usta w mocny pocałunek.

Potem złapałam go za szyję, gdy zacisnął ramię wokół moich bioder. Trzymając mnie pełną siebie, podskoczył na nogi, a potem odwrócił się i byliśmy na dole, ja pod spodem, a on był tym, który jechał.

Nie uwierzyłabym, ale to było jeszcze lepsze.

Owinęłam nogi wokół niego: jedną przy pasie, jedną przy udzie, i uniosłam biodra, żeby wsunąć go tak głęboko, jak tylko mógł wejść.

Jego ręka znalazła się między nami, jego palec trafił w punkt, a ja przeniosłam ręce na jego włosy, chwyciłam je obie za całą długość i jęknęłam - Snap.

- Rosie – odpowiedział gardłowo.

I po tym przepadłam, lecąc, szybując, sięgając gwiazd, czując, jak Snap przenosi cały swój ciężar na przedramiona po obu moich stronach, więc wszystko, co z niego wyniosłam, to jego wirowanie między moimi nogami. Usłyszałam jego ostre chrząknięcia, po których nastąpił długi jęk, i poczułam, jak dotykał nieba razem ze mną.

Został głęboko, a ja owinęłam go wszystkim, co miałam, trzymając go przy sobie, kiedy powoli opadałam, czując jego gorący i twardy oddech na skórze mojej szyi.

- To było niesamowite – wyszeptałam.

- Tak – zgodził się.

- Całkowicie niesamowite – zadekretowałam.

Podczas małego szarpnięcia ciałem, które mówiło mi, że uważał mnie za zabawną, powtórzył głosem, którym podzielał moje zdanie - Tak.

- Snapper? - zawołałam.

Podniósł głowę, wyprostował ramię, żeby móc pogłaskać mnie kciukiem po szyi i spojrzał mi w oczy.

- Tak, Słonko?

- W końcu udało się - powiedziałam mu.

- Co? - zapytał.

- Znalazłam tego jedynego, która jest dla mnie idealny.

W tamtej chwili nie wydawał się ani nasycony, ani rozbawiony, ani nic takiego.

Spojrzał na mnie spod sobą, jego ciało połączone się z moim, i spojrzał na mnie w sposób, o którym wiedziałam, że wcześniej nie skłamał.

Byłam jego światem.

Więc tak.

Zdecydowanie.

Idealny dla mnie.

Potem przemówił i, jak to miał w zwyczaju, Everett „Snapper” Kavanaugh sprawił, że było jeszcze lepiej.

- Znam to uczucie.


 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz