Świat
Rosalie
Czułam się trochę zawstydzona
tym, że, czekając na Snappera, wyglądałam przez okno w zasadzie od około pięciu
minut po tym, jak wysłał SMS-a, że odebrał jedzenie i jest w drodze.
A kiedy przyjechał, wciąż go
wyglądając, byłam totalnie zszokowana, gdy wysiadł ze swojego pickupa i poszedł
na stronę pasażera, aby złapać dwie plastikowe torby wypchane pojemnikami z
jedzeniem.
Musiało być w nich wystarczająco dużo
dań, aby nakarmić sześć osób.
Nie wiedziałam, co z tego odczytał (i
nie obchodziło mnie to), gdy otworzyłam drzwi wejściowe na długo przed tym, jak
się do nich zbliżył.
Snapper prawdopodobnie już zauważył
mnie, jak patrzyłam przez okno (trudno byłoby mnie nie zauważyć), więc i tak
nie miało to znaczenia.
Ale
tak naprawdę, byłam po prostu zadowolona, że tam był
i nie obchodziło mnie, że o tym wiedział.
-
Powinieneś był zaparkować w garażu, Mulder - powiedziałam mu, gdy był sześć kroków
ode mnie.
-
Nie mam pilota, Scully - odpowiedział.
-
Nie masz pilota do własnego garażu? - zapytałam.
Dotarł
do mnie, a ja odsunęłam się, żeby mógł przejść z dwoma torbami.
I
powiedział - To twój garaż, Rosie.
-
Nawet nie mam umowy najmu.
Snap
nie miał na to odpowiedzi.
Po
prostu poszedł do kuchni.
Zamknęłam
drzwi i poszłam za nim, pytając - Cały Klub przyjdzie na kolację?
Rzucił
torby na blat, odwrócił się, zdejmując swoją kurtkę, by również ją rzucić na
blat, i odsłonił przy tym obcisłą kremową koszulkę termiczną, która była godna
ślinienia się, po czym uśmiechnął się do mnie - Chciałem, żebyś miała to, czego
chciałaś, więc kupiłem wszystko, co powiedziałaś, że lubisz, ale zanim się za
to odwdzięczysz, miałem ukryty motyw, bo indyjskie resztki są do bani.
Podobała
mi się pierwsza część tego i miał rację co do drugiej części, więc odwzajemniłam
uśmiech.
Zaczął
rozwiązywać zawiązane uchwyty toreb, podczas gdy ja postanowiłam nie skupiać
się na fakcie, że Snapper miał dzień rozpuszczonych włosów, i mi się to
podobało, a także na fakcie, że zapuścił brodę, choć była dłuższa przy brodzie
niż na policzkach, a sposób, w jaki odrastała, wyglądał na nim szalenie dobrze.
Zamiast
tego oderwałam wzrok od jego wyjątkowej urody i wyjęłam talerze, sztućce i
piwa.
-
Dobrze bawiłaś się z mamą? - zapytał, wyjmując pojemniki, ustawiając je w
rzędzie na blacie i otwierając je.
-
Zawsze dobrze się bawimy - odpowiedziałam.
-
Jest całkiem fajna - mruknął.
Taka
była.
Byłam
wprost podekscytowana, wiedząc, że on tak myślał.
-
Ona też cię lubi - podzieliłam się.
Odwrócił
głowę w moją stronę, a wyraz jego twarzy powiedział mi, że brzmiało to jak lekka
rozmowa, ale dla Snappera było to zupełnie inne. Chciał, żeby moja mama go
lubiła, bo chciał przyszłości ze mną.
-
Dobrze - powiedział.
Założyłam
włosy za ucho, chwyciłam łyżki, by wpychać je do pojemników, gdy Snap je
otwierał.
Nałożyliśmy
sobie jedzenie, wzięliśmy nasze piwa i udaliśmy się na moją kanapę. Rozsiadłam
się, gotowa do zjedzenia posiłku, czując się zdenerwowana i onieśmielona.
Nie
chodziło o rozmowę, którą mieliśmy odbyć. Snap nie pozostawił wątpliwości, że
chce tam ze mną pójść. Mieliśmy do przejścia przez kilka trudnych spraw, ale
Snapper udowodnił, że potrafi sobie ze mną poradzić.
Chodziło
o inny raz, kiedy poszliśmy tam.
Wszystko
było w porządku i dobrze było obudzić się ze Snapper’em prawie nagim w łóżku,
które mi kupił, w domu, który mi dał, po idealnym wieczorze.
Ale
wtedy było to o wiele więcej.
Jeśli
ta rozmowa pójdzie dobrze, to się wydarzy.
I
wiedziałam, że to znaczyło dla niego wszystko.
Dla
mnie to znaczyło tyle samo.
Więc
tamto „tam”, do czego moglibyśmy pójść dziś wieczorem, musiało być niesamowite.
Snap
początkowo nie dołączył do mnie na kanapie.
Zamiast
tego odstawił talerz i piwo na stolik kawowy i podszedł do kominka. Przekręcił
gałkę z boku i ogień ożył.
Nie
wyciągnął telefonu i nie ustawił głośników, które, jak zauważyłam, były
zamontowane pod sufitem, aby odtwarzały „Let’s Get It On” Marvina Gaye’a.
Ale
i tak stworzyło to scenę.
O,
tak.
Byłam
zdenerwowana i onieśmielona.
Wepchnęłam
cząstkę maślanego kurczaka w środek ryżu, a potem wpakowałam go do ust.
Snap
usiadł w drugim końcu kanapy, niż ja i zgarnął swój talerz.
Przezułam,
przełknęłam i zapytałam - Odwalasz sam robotę w ogrodzie?
Spojrzał
na mnie - Słucham?
-
Podwórko - Skinęłam głową w stronę drzwi za nami - Wszystko gotowe na zimę. Ty
zajmujesz się ogrodem?
-
Nie - powiedział mi.
Nie
wyjaśnił.
Z
drugiej strony, nie musiał.
Spojrzałam
na talerz, wcisnęłam trochę kurczaka korma do ryżu i zjadłam, wciąż wpatrując
się w talerz.
-
Co się dzieje, Scully? - zapytał.
Spojrzałam
na niego, przeżułam, połknęłam i powiedziałam: - Nic się nie dzieje.
Zmrużył
oczy - Jesteś dziwna.
-
Jestem? - zapytałam.
Ale
byłam.
Leżałam
po drugiej stronie kanapy, wepchnięta w kąt, z talerzem pod brodą, jakbym nie
jadła niczego od sześciu miesięcy i miałam zamiar na to rzucić się, a moje
ciało krzyczało - To jest moja przestrzeń, nie najedź jej!
-
Jemy i rozmawiamy. Nie wskoczę na ciebie na kanapie przez kurczaka w maśle –
stwierdził.
-
Rozpaliłeś ogień – zauważyłam.
-
No i co? Ten ogień jest zajebisty. Jest luty. To był ból dupy, żeby tu włożyć
tego skurwiela i nigdy nie miałem okazji się nim nacieszyć. Więc go rozpaliłem.
-
To romantyczne - powiedziałam cicho.
-
Tak - zgodził się - Ja jestem tutaj. Ty jesteś tutaj. Porządkujemy nasze
sprawy, więc poczułem romantyczny nastrój, mała. Ale jestem głodny i mamy o
czym rozmawiać, więc, zanim cokolwiek zrobię z tym uczuciem, zjem i
porozmawiamy, a jeśli będziemy tam oboje, zbadamy to uczucie. Teraz po prostu
miło jest siedzieć na kanapie, tylko ty i ja jedzący kolację. Nigdy czegoś
takiego nie mieliśmy. Więc równie dobrze możemy to zrobić porządnie.
Robił
to cały czas.
Zawsze
robił to porządnie.
I
miał rację.
Miło
było tam być po raz pierwszy we dwójkę, tylko Snap i ja.
To
było do bani, było tak wiele ciężkich spraw, przez które musieliśmy przejść,
miejmy nadzieję, że ostatecznie z powodzeniem, zanim udało nam się przez to
przejść.
Właśnie
wtedy zdecydowałam, że czas to pokonać.
–
Wiesz, dla mnie też jesteś całym światem – wypaliłam.
Zamrugał.
Nadal
bełkotałam.
-
Po prostu martwię się, że cię stracę przez to, co się dzieje z Benito Valenzuelą
i Bounty, bo domyślam się, że to niebezpieczne. I wiem, że Chaos to strażnicy i
patrolujecie swój teren, a to mnie niepokoi. Byłam też z facetem, ale potem
zaczęłam się w tobie zakochiwać, kiedy byłam z tym facetem i oczywiście wiesz,
że byłam z tym facetem, więc teraz wiesz, że to się stało, i martwię się, że
pomyślisz, że jestem popieprzona, przechodząc od faceta do faceta, nawet kiedy
jestem z facetem i, że to może się
zdarzyć tobie. Chodzi mi o tę część o przeskakiwaniu do innego faceta, kiedy
jestem z tobą.
Wzięłam
głęboki oddech, a potem mówiłam dalej.
-
Ten dom jest piękny, a łóżko niesamowite, ale nie rozmawialiśmy o tym, ile
będzie wynosił czynsz, żebyś nie tracił pieniędzy, opiekując się mną. Nie
rozmawialiśmy też o tym, jak ci się odwdzięczę za łóżko. A mama dzisiaj
zwróciła mi uwagę na coś, co dla mnie byłoby do bani, gdybym wiedziała, że coś
do mnie czujesz, a ja robiłam coś niebezpiecznego, co pewnie cię martwiło,
skoro nie mogłeś mnie chronić. I to sprawia, że myślę,
że ja jestem tylko sobą,
albo że ty będziesz myślał,
że ja jestem tylko za sobą.
Egoistyczna i skupiona na sobie, niebiorąca pod uwagę
uczuć innych ludzi.
Kiedy
przestałam mówić i milczałam przez chwilę, Snapper przemówił.
-
To wszystko?
Chciał
więcej?
-
To nie wystarczy? - zapytałam.
Skinął
głową i powiedział - Tylko upewniam się, że to wszystko, co mamy.
-
Um… czy ty masz coś, o czym chciałbyś porozmawiać? - zapytałam i dokończyłam z
obawą - Mam na myśli, że wygląda na to, że ustalamy plan na wieczór.
Wyglądał,
jakby bardzo starał się nie zacząć się śmiać.
Wtedy
wysunął białe zęby i zatopił dokładnie w środku pięknej dolnej wargi, tak jak zrobił
to u Zipa. Byłam jednocześnie zafascynowana i rozproszona, i zastanawiałam się,
czy nie powinnam rzucić się na niego przez kurczaka w maśle.
Niestety,
puścił wargę i przemówił, przerywając czar.
-
Co powiesz na to, żebyśmy najpierw rozwalili twoje rozterki? - zasugerował.
Nie
wiedziałam, czy miałam się cieszyć, że nie będziemy wszczynać jakiejś dziwnej
pogawędki, a zamiast tego zamierzaliśmy to usunąć, czy też miałam zacząć
świrować, że to, co powiedział, sugerowało, że ma rozterki do omówienia.
Nie
skomentowałam tego. Po prostu skinęłam głową.
Czekając,
aż skinę głową, połknął porcję indyjskiego jedzenia, którą włożył do ust,
wyciągnął rękę i sięgnął po piwo, wziął łyk, odstawił butelkę i odwrócił się do
mnie.
Wtedy
zaczął.
-
Valenzuela i Bounty, Rosalie, nie są twoim problemem.
Powiedział
to nieustępliwie, jakby mógł po prostu ujść mu to na sucho i puściła bym to
mimo uszu, gdy rozmawialiśmy o naprawdę
złych facetach i konflikcie jego Klubu z rywalizującym klubem motocyklowym,
nie wspominając o działalności samosądów.
-
Snap...
-
Nie - pokręcił głową - Nie. Twoje
zaangażowanie w to zakończyło się w tamtym magazynie. Teraz jest to już koniec
tego dla ciebie.
-
Ale to nie jest koniec dla ciebie - powiedziałam cicho - A właśnie teraz
znajdujemy drogę do nas, myślę, że jasne jest, że oboje tego chcemy, więc jeśli
chcesz być częścią mojego życia, to co jest częścią twojego życia, będzie
częścią mojego.
-
To jest oczywiste? - zapytał.
-
Słucham? - zapytałam w odpowiedzi.
-
Tym, w co naprawdę chcę się w to zagłębić, Rosie, jest to, że zaczęłaś się we
mnie zakochiwać. Biorąc pod uwagę to, co nas doprowadziło do tego punktu,
uznałem za priorytet stwierdzenie, że nie masz się o co martwić w związku z
Valenzuelą i Bounty. Ale teraz już dotarliśmy do sedna.
-
Wolałabym wyjaśnić sprawę Valenzueli i Bounty - odpowiedziałam.
-
Mała, zakochujesz się we mnie?
To
był szept, miękki i słodki, ze śnieżnobiałymi, niebieskimi oczami wpatrzonymi
we mnie, jakby następne słowa, które miałam powiedzieć, były tymi, na które
czekał, odkąd zaczął oddychać.
-
Jesteś… jesteś… - Boże! - Jesteś Snap.
Jego
ton był taki sam, gdy potwierdził - Jestem, ale to nie odpowiada na moje pytanie,
Rosie.
Mój
ton pasował do jego, gdy odparłam - Dla mnie tak.
Jego
śnieżno-niebieskie oczy zaczęły płonąć, gdy mruknął:
-
Kurwa, teraz nie jestem głodny, a zamiast tego chcę skoczyć na ciebie przez
kurczaka w maśle.
Z
tego, co zjadłam, mogłam stwierdzić, że jedzenie, które kupił, było szalenie
dobre, a ja byłam głodna.
Ale
teraz nie byłam. Nie czułam się też zdenerwowana ani onieśmielona. Chciałam
tylko, żeby na mnie skoczył.
Mimo
to musieliśmy trzymać się celu.
-
Nie chcę, żebyś myślał, że znajdę kogoś
innego, gdy będę z tobą -
szepnęłam.
-
Rosie, myślisz, że siedziałbym tutaj… do cholery, że ty siedziałabyś tutaj,
gdybym tak myślał?
To
miało sens.
Ale
mimo wszystko.
-
Chcę, żebyś wiedział. Muszę powiedzieć te słowa. Musisz zrozumieć, że wiem, że
to było i jak to się stało, ale nadal chodzi tylko o ciebie. To było
chaotyczne, szalone i przerażające, ale przetrwałeś to wszystko, solidny, silny
i chroniący mnie, i to stało się takim. Ale to wydaje się być złe, bo były te wszystkie
pierwsze części.
-
To nie jest złe, Rosalie.
-
Chcę mieć pewność, że w to wierzysz.
-
Mogę cię zapewnić, mała, że w to wierzę.
Chciałabym,
żeby to zadziałało.
Po
prostu nie zadziałało.
Nie
dla mnie.
Bo
wiedziałam, jak to miało być.
-
Moja mama... mój tata... - Pokręciłam głową, próbując wbić trochę sensu w
słowa, które musiałam powiedzieć, żeby zrozumiał, jak ważne były - ...nie było
nikogo innego dla niej i nikogo innego dla niego. Nie chodziło im o to, żeby
być parą i porzucić wszystkich innych. Kiedy byli razem, świat po prostu znikał.
Funkcjonowali w nim, a ja pojawiłam się i uczynili mnie częścią swojego świata,
ale byliśmy tylko my. Była rodzina i byli przyjaciele, ale ostatecznie zostaliśmy
tylko my. Nigdy się nie rozdzielili, żadne z nich, ale przynajmniej dla mamy,
poza pójściem na bal maturalny z kimś innym, nie sądzę, żeby był ktoś przed nim
dla niej. Wiem, że moi dziadkowie byli przerażeni tym, że był od niej o wiele
starszy, ale tata był tatą i zjednał sobie ich sympatię.
-
Nie możesz żyć życiem swoich rodziców, Słonko - powiedział łagodnie.
Pokiwałam
głową - Nie, ja to rozumiem. Całkowicie rozumiem. Nie to mam na myśli. Mówię,
że chciałabym, żeby mężczyzna, na którego się zdecyduję, wiedział, że nie ma
dla mnie nikogo oprócz niego. Że chcę, żeby nasze życie i nasze dzieci były
naszym światem. Chcę końcowego rezultatu tego, co oni mieli, ale to nawet nie
to. Chciałabym, żeby mój mężczyzna wiedział do głębi duszy, że to właśnie ode
mnie dostaje.
-
I myślisz, że dojdziemy do tego, z powodu tego, jak to się zaczęło,
zakwestionuję to - wywnioskował.
-
Myślę, że jesteście braćmi z Shy’em, więc ta historia jest dla ciebie
oczywista, a potem byłam z Beckiem, kiedy wszystko się zaczęło, i myślę, że życie
się zdarza, kłótnie się zdarzają, i zabiłoby mnie to, gdyby cokolwiek
kiedykolwiek zachwiało twoim zrozumieniem, że dla mnie jesteś tylko ty.
-
Mała, kiedy później będziemy się kochać, przekonasz się, że nie przychodzę do
ciebie jako prawiczek.
Położyłam
talerz na kolanach, pochyliłam się w jego stronę i powiedziałam - To nie to samo.
-
Byłem z tobą przez cały ten czas, Rosie. Myślisz, że to przegapiłem?
-
Nie, po prostu...
-
Jestem w tobie totalnie, kurwa, zakochany.
Wyprostowałam
się i zagapiłam się, a płomień wokół mojego serca zaczął rozprzestrzeniać się
po całej klatce piersiowej.
-
Skończone, mała. Skończone -
kontynuował - Jesteś słodka, zabawna i nie jesteś samolubna. Jak mogłaś tak
pomyśleć, nie wiem, skoro ryzykowałaś życiem, żeby uratować duszę mężczyzny, z
którym mieszkałaś.
Choć
cieszyłam się z tego, co mi powiedział, musiałam wyjaśnić, czym to wszystko
było.
-
Nie byłam dla niego tą jedyną, Snap, on nie był również dla mnie.
-
No dobrze, czy możesz mi powiedzieć, że istnieje jakaś forma czystego
altruizmu, Rosalie, powiem ci, że się mylisz, bo ona nie istnieje. Nawet jeśli
nic nie dostaniesz z czegoś dobrego, co zrobisz, nadal będziesz mieć
satysfakcję, że jesteś osobą, która to zrobiła. Więc ostatecznie to jest coś.
Więc tak, częścią twojego podejścia było coś z tego wyciągnąć. Dostałaś też
rozwaloną twarz i połamane żebra. Wiedziałaś, że to mogło się stać i zamiast odstrzelić
tego gościa, kontynuowałaś. Więc co myślisz, że to mi mówi?
-
Byłam z tym gościem - odpowiedziałam - Z niewłaściwym gościem.
-
Nie - zaprzeczył, zaczynając brzmieć na zniecierpliwionego - Mówi mi, że jeśli
ci na kimś zależy, nie chodzi o to, by robić coś ponad siłę. Chodzi o to, żeby
dać z siebie wszystko. Szczerze mówiąc, zakochałem się w twoich cyckach i
włosach, w tym pięknym głosie i sposobie bycia, o którym dowiedziałem się
niedawno, że odziedziczyłaś od swojej matki, i w tym uroczym, cholernie słodkim
sposobie poruszania się podczas chodu, na który patrzę, jak idziesz przede mną,
Rosie. Ale potem wszystko to uzupełniłaś o resztę tego, czym jesteś, a mnie to
gówno obchodzi, że był
tam wcześniej. Już go nie ma. A my jesteśmy teraz. On się dla mnie nie liczy.
Liczy się tylko dla ciebie i musisz to odpuścić, Rosie. Bo dla mnie to już skończone.
Przeszłość.
-
Jeśli wdamy się w to ja z tobą i później to wróci, żeby mnie prześladować, to
nie będzie dobrze, Słonko - naciskałam.
-
Nie wróci.
-
Nie potrafisz przewidzieć przyszłości, Everett.
-
Jeśli chodzi o ciebie, potrafię - oświadczył, będąc cały kamienny.
-
Skończymy tę rozmowę i jedzenie. Potem pójdziemy na górę i dokończymy to, co
zaczęliśmy dziś rano. Jutro się obudzimy i zrobimy więcej tego. Będziemy to
powtarzać przez wieczność, wrzucając po drodze dwójkę dzieci. To jest nasza
przyszłość, Rosie. I żeby ci to wyjaśnić, od kiedy wiem, że się we mnie kochasz,
mój świat skurczył się do tego, co jest na tej kanapie w chwili, gdy oboje na
niej usiedliśmy, ale powinnaś wiedzieć, że mój świat zaczął się kurczyć dużo
wcześniej. I nie tylko dobrze mi z tym, ale to sprawia, że jestem naprawdę,
cholernie szczęśliwy.
Wtedy
ja też byłam cholernie szczęśliwa.
-
Mam przeczucie - wyszeptałam, a słowa nierówne z powodu emocji utknęły mi w
gardle - …że nie pozwolisz mi płacić czynszu.
Uśmiech
rozkwitł na jego twarzy, ogromny, przystojny, niesamowity.
Wiedział,
że ja też byłam szczęśliwa, w końcu pozwoliłam sobie po to sięgnąć i miał
rację, że nie było tu czystego altruizmu, bo wiedział, że również za to, że mi
to dał, dostał coś wielkiego.
To
właśnie go uszczęśliwiło.
Szansa
na uszczęśliwienie mnie.
Boże,
to było takie Snapperowe.
-
Jak chcesz ćwiczyć swoją niezależność, wynegocjujemy coś, co sprawi, że
poczujesz się z tym swobodnie, ale nadal możesz kupić meble ogrodowe. Łóżko,
kochanie, to się nie zdarzy, bo jeśli wszystko pójdzie tak, jak powinno, będę w
nim tak samo dużo jak ty, więc to moja sprawa.
-
Mówisz, że chcesz... - Przełknęłam ślinę, szczęśliwa, że tam dotarliśmy,
nie... podekscytowana, ale to było może
za szybko - zamieszkać razem?
Pokręcił
głową - Nie. Myślę, że potrzebujesz trochę czasu i przestrzeni, a my mamy
więcej rzeczy do zrobienia, żeby się poznać. Ale tak, oczywiście, że w końcu.
Zdecydowanie.
I
po tym Snap wrzucił więcej jedzenia do ust.
Przyciągnęłam
jego uwagę z powrotem do siebie - Snap, Valenzuela i Bounty.
-
Kotku…
-
To mnie martwi.
Przyglądał
mi się uważnie i widać było, że głęboko nad tym myślał.
Musiał
zjeść dwa kęsy ryżu i kormy z dodatkiem odrobiny naan w panierce tikka masala,
żeby dojść do wniosku, co miał powiedzieć.
-
Wiesz, że Chaos patroluje nasz teren od ponad dekady.
Nie
wiedziałam o tym.
-
Okej - odpowiedziałam.
-
Nic się nie działo, Rosie. Nawet blisko. Przed Valenzuelą patrolowanie nie było
aż tak wielkim problemem, bo każdy, kto robił głupie rzeczy w Denver, wiedział,
żeby trzymać to z dala od Chaosu. Robiliśmy to po prostu regularnie, żeby mieć
pewność, że ta wiadomość zostanie przekazana dalej.
-
Okej - powtórzyłam.
Ponownie
przyjrzał mi się, gdy jadł i ja wzięłam kolejny kęs, gdy to robił.
W
końcu kontynuował.
-
Zanim do nich dołączyłem, gdy wychodzili z tamtego gówna, w które wpadli,
stracili człowieka.
Ojej.
-
Dobry facet - kontynuował - …jak słyszałem, że to wszyscy mówią, najlepszy.
-
Snapper – wyszeptałam.
-
I mówię ci to, Rosalie, bo ta strata zrobiła dwie rzeczy. Rozbiła każdego
członka, który został w Klubie i umocniła bractwo, a także ścieżkę, którą
podążali, by się oczyścić. Wiem, że to dychotomia, ale tak pisze się historię i
to jest bractwo, które znam. Więc to, co mówię, to to, że tę ostatnią część
mamy pod kontrolą, ale ta pierwsza część: każdy brat zrobi wszystko, co w jego
mocy, żeby to się nie powtórzyło.
-
Nie wszystko jest w mocy Chaosu – zauważyłam.
-
Ten mężczyzna, którego stracili, nazywał się Black, miał kobietę i dwóch synów.
Ojej!
-
Ona też jest częścią legendy Chaosu, skarbie – kontynuował łagodnie - Mówili
mi, że nigdy się z tym nie pogodziła, a oni kochali swojego brata, kochali tę
kobietę, kochali tych synów, więc odczuwali jego stratę na trzy sposoby. Więc
kiedy mówię, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby nie stracić niczego
cennego po drodze, to pójdziemy z tym na całość.
Nie
pochylił się do mnie, ale sposób, w jaki na mnie patrzył, zmienił się, więc
miałam wrażenie, że przesunął się po kanapie i wszedł w moją przestrzeń.
-
Nie robimy tego głupio. Gramy mądrze. Ci mężczyźni mają kobiety i dzieci do
ochrony, Rosalie. Wiem, że rozumiesz, że Klub jest rodziną, ale może nie
rozumiesz, że Klub jest rodziną. Chcemy, żeby to się stało i wszyscy jesteśmy
gotowi to zrobić, ale nie zrobimy tego gówna jak Butch i Sundance. Wszyscy mamy
różnych rodziców, ale łączy nas krew. Chaos to nasza krew, mała, i nie mówię,
że to gówno nie jest intensywne. Mówię, że nie podejmujemy niepotrzebnego
ryzyka. A ja nie potrafię przewidzieć przyszłości. Proszę cię tylko, żebyś mi
zaufała.
-
Ufam ci, Snapper.
-
Pozostało nam tylko zjeść, a potem możemy pójść na górę.
-
Nie masz nic do załatwienia? - zapytałam.
-
Nie - odpowiedział.
Cóż,
to była ulga.
-
Mamy jeszcze coś do omówienia - powiedziałam, gdy wpychał sobie jedzenie do
ust.
-
Co? - zapytał, gdy już przełknął.
-
Chcę, żebyś zrozumiał, że to, co powiem, jest prawdą, a nie mówię tego przez to
wszystko, co mi dajesz.
-
Co? - powtórzył.
-
I martwię się, że jest za wcześnie i nie uwierzysz w to.
-
Mała... - Tracił cierpliwość - Co?
-
Nie zakochuję się w tobie - powiedziałam mu.
Wyraz
jego twarzy sprawił, że z trudem kontynuowałam mówienie.
-
Już się w tobie zakochałam.
Zamarł.
Na
kamień.
Wpatrywał
się we mnie.
Usiadłam.
Twardo.
Wpatrywałam
się w niego.
Snapper
przerwał ciszę.
-
Kurwa, kurwa, będziemy to odgrzewać – warknął, praktycznie rzucając talerz na
stolik kawowy, wyrywając mi z ręki mój i robiąc z nim to samo, a następnie
wyciągając mnie z kanapy.
Zanim
zorientowałam się, co się dzieje, ciągnął mnie po schodach.
-
Snap! – warknęłam.
Odwrócił
się i prawie się z nim zderzyłam, ale zatrzymałam się, bo jego ręce uniosły
się, objęły moją twarz, a on pochylił się nisko ze swojego stopnia nade mną, by
wsunąć swoją twarz w moją.
-
Właśnie oddałaś mi się, Rosie, więc teraz cię mam i gówno mnie to obchodzi, że
naan nigdy nie jest tak dobry po odgrzaniu w mikrofalówce, jak świeży.
Myliłam
się.
Kominek
był w porządku, jeśli chodzi o stworzenie romantycznego nastroju.
Ale
najlepszy nastrój romantyczny na świecie to stanie z rękami twojego mężczyzny
na tobie na zakręcie spiralnych schodów i rozmawianie o podgrzewaniu chleba
naan w mikrofalówce.
Chciałam
się śmiać. Chciałam rzucić mu się w ramiona. Chciałam stanąć na palcach i mocno
przycisnąć swoje usta do jego.
Znalazłam
mężczyznę, który był dla mnie idealny i był mój.
Nie
miałam okazji zrobić nic z tego.
Pochylił
głowę jeszcze niżej i mnie pocałował.
Nawet
nie zaczęło się słodko.
Zaczęło
się mokro i gorąco i takie pozostało, dopóki Snapper nie przerwał pocałunku,
nie puścił mojej twarzy, ale znów złapał mnie za rękę i pociągnął w górę po
schodach.
Kiedy
tam dotarliśmy, byłam gotowa zerwać wszystkie swoje ubrania, wszystkie jego
ubrania i zrobić to szybko i gwałtownie.
Ale
Snapper miał inne pomysły.
Jasne,
poszedł prosto do łóżka.
I
jasne, od razu się za to zabrał.
To
znaczy, usiadł na nim i pociągnął mnie na swoje kolana, z obiema nogami na jego
bokach (nawet bez rozkroku!).
Wyciągnął
rękę, włączył światło i wrócił do mnie.
-
Snapper - wyszeptałam, owijając palce jednej ręki wokół boku jego szyi.
-
Rosalie - wyszeptał, przesuwając dłoń wzdłuż mojego kręgosłupa.
Kiedy
jego palce wsunęły się we włosy i nie pociągnął mnie w dół do swoich ust,
powiedziałam - Mama i ja kupiłyśmy prezerwatywy w Walgreens.
Jego
oczy błysnęły - Uwielbiam dziewczyny, które są przygotowane.
-
Zwykle nie jestem przygotowana.
-
Więc cofam to. Kocham moją Rosalie, która była w nastroju, by wiedzieć, że to
się wydarzy i przygotowała się na mnie. Ale po prostu chcę powiedzieć, mała, że
nie musisz się martwić. Zajmę się tym dla nas.
Nie
miałam wątpliwości.
Pogłaskałam
kciukiem jego zarośnięte szczęki i zapytałam,
-
Pocałujesz mnie?
-
Za sekundę – odpowiedział, wsuwając palce w moje włosy, a ich opuszki gładziły
krawędź mojej linii włosów za uchem.
To
było szalenie przyjemne.
Jego
język w moich ustach na schodach był lepszy.
Robił
to przez chwilę, wpatrując się w moje oczy, a ja przesunęłam się na jego
kolanach.
-
Słonko… – zaczęłam namawiać.
-
To będzie nasz pierwszy raz, Rosie, więc będziemy to pamiętać, a ja chcę, żeby
było to warte zapamiętania.
O
Boże.
Czy
mógłby być bardziej idealny?
-
…kej - mruknęłam - Nie spiesz się.
Uśmiechnął
się.
I
to stało się jeszcze bardziej idealne.
-
Kocham cię – wyszeptał.
I
o wiele, wiele bardziej idealne.
-
Też cię kocham – wyszeptałam.
Jego
dłoń zacisnęła się w moich włosach – Tak. I dziękuję ci za to, że mnie kochasz.
O
Boże.
A
teraz był jeszcze bardziej idealny.
-
Chyba to moja kwestia – odparłam.
-
Czekałem na ciebie trochę, Rosie. Więc się mylisz.
Nie
mogłam znieść więcej.
Zbliżyłam
się, przesuwając dłoń, by objąć jego szczękę.
-
Jeśli mnie wkrótce nie pocałujesz, oszaleję – powiedziałam mu szczerze.
-
Twoje żebra... - zaczął.
Przerwałam
mu - Poradzę sobie z tym.
Jego
wyraz twarzy zaczął się zmieniać - Nie, nie zrobisz tego.
-
Kochanie - syknęłam, kładąc moje usta prawie na jego - ...zamknij się i pocałuj
mnie.
Zamknął
się.
A
potem rzucił mnie na plecy na łóżko, zwijając się nade mną i pocałował mnie.
Nie
zdarł ze mnie ubrania.
Ja
nie zdarłam jego.
Całowaliśmy
się, dotykaliśmy i głaskaliśmy po ubraniach, a potem pod nimi.
Po
chwili całowaliśmy się mocniej i głębiej, dotykaliśmy się bardziej i ściągnęłam
mu koszulkę termiczną. Odsunął się, żeby ściągnąć swoje buty i skarpetki.
Wrócił
i całowaliśmy się mocniej i bardziej dziko, i dotykaliśmy się bardziej głodni.
Ale ja na tym lepiej wyszłam, bo jego gładka, gładka, ciepła skóra była pod
moimi dłońmi, mogłam poczuć siłę mięśni pod tym rozgrzanym jedwabiem, a przy
całym tym całowaniu, dotykaniu i tym wszystkim, nagle chciałam zrobić z tego
coś, co zapamiętam i zrobić to gorąco i mocno.
I
szybko.
Więc
podniosłam biodra, żeby obrócić go na plecy, usiadłam na nim, podniosłam się i
ściągnęłam swoją termiczną koszulkę i top.
Kiedy
siedziałam na nim okrakiem, mając na sobie tylko stanik, Snapper po prostu
owinął palce po skórze wokół w mojej talii i powoli je przesunął.
Poczułam,
jak rozporek między moimi nogami napinał się, ale Snap nie spieszył się.
- Kochanie - wyszeptałam.
Usiadł,
dotknął ustami moich ust, objął mnie ramieniem, a następnie przesunął wolną
rękę w górę do moich piersi.
Utrzymał
ciężar w dłoni na moim staniku, ale nic więcej nie zrobił.
-
Snapper, Słonko - odetchnęłam, naciskając i wirując biodrami w jego twardości.
-
Rosie - wyszeptał, jego słodki baryton unosił się po całej mnie.
Użył
ramienia na mojej talii, aby mnie odciągnąć i opuścił głowę na moją klatkę
piersiową.
Niespiesznie
przesunął ją do piersi, której nie trzymał, ponad wzgórkiem, a potem z
powrotem, tym razem śledząc językiem krawędź koronki.
Teraz
do czegoś doszliśmy.
Ale
on wciąż szedł wolno.
Niespokojnie
kręciłam się przy jego biodrach, głaszcząc jego włosy, plecy, wyginając się pod
jego dotykiem.
-
Nie jestem pewna, czy potrafię robić to powoli – powiedziałam mu bez tchu, gdy
jego język przesuwał się z powrotem.
-
Nie? – zapytał moją skórę.
-
Nie – wymamrotałam.
-
Hmmm… – mruknął przy mojej skórze.
Boże!
Doprowadzał
mnie do szału!
Wbiłam
się w niego, zbierając jego włosy w moje palce, otwierając usta, by coś
powiedzieć (może jęknąć, może błagać, byłam gotowa na wszystko, co mogłoby
zadziałać w tym momencie), gdy nagle zerwał miseczkę stanika w dół i skupił się
na kciuku i palcu wskazującym, delikatnie obracając nimi, dokładnie w tym momencie,
gdy ssał mój drugi sutek do ust przez stanik.
Niesamowitość
tego mnie rozdarła. Szarpnęłam się w jego uścisku, a on przyciągnął mnie do
siebie, zanim zamienił sutki i ręce, a potem zrobił mi usta-usta.
O
wiele.
Bardziej.
Niesamowite.
-
Snapper - jęknęłam.
Ssał.
Wirował językiem. Pocierał mnie przednimi zębami. A ja turlałam się po jego
kolanach, naciskając na jego kutasa, robiąc wszystko, co mogłam, by pogłaskać
go kroczem moich dżinsów.
Puścił
mój sutek, przyciągnął moje usta do swoich i pocałował mnie gorąco i mokro,
zanim je złamał i rozkazał szorstko - Mała, wstań.
Nie
chciałam wstawać.
Chciałam,
żeby we mnie wszedł.
Ale
wstałam.
Ledwo
udało mi się utrzymać drżące nogi, gdy jego ręce powędrowały do mojego rozporka.
Okej,
to było dobre. Cieszyłam się, że mogłam stanąć na nogach.
Zamek
błyskawiczny rozsunął się, a potem moje dżinsy opadły.
Na
szczęście moje majtki opadły razem z nimi.
Szybko
je zdjęłam ze stóp.
Snap
wyskoczył z łóżka.
-
Nie! - krzyknęłam, kładąc obie ręce na jego szerokich, odsłoniętych ramionach i
naciskając w dół - Oboje oddalamy się od miejsca, w którym powinniśmy być.
Posłał
mi spojrzenie, które roztopiłoby asfalt, a jednocześnie było przepełnione
humorem, co w jednej chwili stwierdziłam, że całkowicie pokochałam, zanim jego palce dotknęły guzika dżinsów.
Złapał
portfel, zanim je pociągnął na dół.
Wyszedł
z nich, otworzył portfel, wyciągnął prezerwatywę i rzucił portfel na szafkę
nocną.
-
Pospiesz się – nalegałam, nie przejmując się tym, że nalegałam, wpatrując się
zachłannie w perfekcję kutasa, który wyskoczył z jego dżinsów i teraz stał
pełny, twardy i dumny, sięgając w moją stronę.
-
Mała, pośpiech z prezerwatywą to zła rzecz – mruknął, brzmiąc na warczącego,
podnieconego i rozbawionego, a ja to również uwielbiałam.
Wyciągnęłam
ręce i rozłożyłam je na jego klatce piersiowej, dotykając go i patrząc, jak rozwijał
prezerwatywę na swoim pięknym, grubym kutasie, aż do nasady, lekko tańczyłam
przy tym na stopach z oczekiwaniem, śliniąc się, mocno przesuwając kciukami po
jego sutkach.
Snap
chwycił mnie za biodra i opadł z powrotem na łóżko, wciągając mnie na swoje
kolana, tym razem nie z nogami po jednej stronie, ale kolanami po obu stronach.
Teraz
rozmawialiśmy - Zrobię ci wstępnego loda za drugim razem - zaproponowałam, mając
ochotę na tę dobroć.
-
Wstęp z tobą polega zasadniczo na tym, że na mnie patrzysz, więc to
niepotrzebne, ale nie powiem nie - odpowiedział, prowadząc mnie do swojej
dobroci, ale robiąc to zbyt cholernie wolno.
-
Snapper, pospiesz się – przynagliłam.
Teraz
w jego głosie słychać śmiech - Rosie, to nie prowadzi do niczego.
Złapałam
go za obie strony głowy i spojrzałam mu w oczy.
-
Chcę cię - wyszeptałam.
Z
dudnieniem, które czułam od stóp do głów, pociągnął mnie w dół i wypełnił.
Snapper
w końcu był we mnie.
Moja
głowa opadła do tyłu, moje ręce zsunęły się w dół, by zacisnąć się na jego szyi
i zaczęłam się ruszać.
-
Pieprz… mnie – jęknął.
Nie
to miał na myśli, ale wszystko, co mogłam pomyśleć, to: z radością.
-
O mój Boże, czuję cię... - Zaczęłam wznosić się - ...piękne - skończyłam na
buchnięciu w dół z wydechem.
Trzymał
mnie stabilnie, wygiętą w łuk z dala od siebie, ujeżdżającą jego kutasa, swoim ramieniem
ułożonym ukośnie na moich plecach i na przemian bawił się moimi sutkami i ssał
je podczas jazdy.
Co
sprawiło, że jechałam szybciej.
-
Ostrożnie, Słonko – mruknął.
Martwił
się o moje żebra, ale…
Nie
było, kurwa, mowy.
Chcieliśmy
to zapamiętać i mieliśmy zamiar zrobić to w sposób, którego nigdy, przenigdy
nie zapomnimy.
Poszłam
szybciej.
-
Jezu, Rosie - mruknął.
-
Boże – wydusiłam z siebie, kochając jego twardość we mnie, wsparcie jego
ramienia wokół mnie, czucie jego zapachu wokół mnie, czując, jak narastało to
we mnie.
Przyspieszyłam.
-
Jezu, kurwa, Rosie.
Z
każdego słowa, które wypowiedział, wynikało, że ja to w nim też budowałam.
I
uwielbiałam to.
Rzuciłam
się do przodu, moje włosy opadły wszędzie wokół mnie, wokół jego twarzy i ramion,
i wzięłam jego usta w mocny pocałunek.
Potem
złapałam go za szyję, gdy zacisnął ramię wokół moich bioder. Trzymając mnie
pełną siebie, podskoczył na nogi, a potem odwrócił się i byliśmy na dole, ja
pod spodem, a on był tym, który jechał.
Nie
uwierzyłabym, ale to było jeszcze lepsze.
Owinęłam
nogi wokół niego: jedną przy pasie, jedną przy udzie, i uniosłam biodra, żeby
wsunąć go tak głęboko, jak tylko mógł wejść.
Jego
ręka znalazła się między nami, jego palec trafił w punkt, a ja przeniosłam ręce
na jego włosy, chwyciłam je obie za całą długość i jęknęłam - Snap.
-
Rosie – odpowiedział gardłowo.
I
po tym przepadłam, lecąc, szybując, sięgając gwiazd, czując, jak Snap przenosi
cały swój ciężar na przedramiona po obu moich stronach, więc wszystko, co z niego
wyniosłam, to jego wirowanie między moimi nogami. Usłyszałam jego ostre
chrząknięcia, po których nastąpił długi jęk, i poczułam, jak dotykał nieba
razem ze mną.
Został
głęboko, a ja owinęłam go wszystkim, co miałam, trzymając go przy sobie, kiedy powoli
opadałam, czując jego gorący i twardy oddech na skórze mojej szyi.
-
To było niesamowite – wyszeptałam.
-
Tak – zgodził się.
-
Całkowicie niesamowite – zadekretowałam.
Podczas
małego szarpnięcia ciałem, które mówiło mi, że uważał mnie za zabawną,
powtórzył głosem, którym podzielał moje zdanie - Tak.
-
Snapper? - zawołałam.
Podniósł
głowę, wyprostował ramię, żeby móc pogłaskać mnie kciukiem po szyi i spojrzał
mi w oczy.
-
Tak, Słonko?
-
W końcu udało się - powiedziałam mu.
-
Co? - zapytał.
-
Znalazłam tego jedynego, która jest dla mnie idealny.
W
tamtej chwili nie wydawał się ani nasycony, ani rozbawiony, ani nic takiego.
Spojrzał
na mnie spod sobą, jego ciało połączone się z moim, i spojrzał na mnie w
sposób, o którym wiedziałam, że wcześniej nie skłamał.
Byłam
jego światem.
Więc
tak.
Zdecydowanie.
Idealny
dla mnie.
Potem
przemówił i, jak to miał w zwyczaju, Everett „Snapper” Kavanaugh sprawił, że
było jeszcze lepiej.
-
Znam to uczucie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz