ROZDZIAŁ 8
Eden
Rosalie
- Rosalie.
Wiedziałam,
co oznaczało to, jak Snap wymawiał moje imię tym niskim, gardłowym tonem.
Minęło kilka tygodni, odkąd dowiadywałam się raz za razem, co to oznacza.
I
chociaż podobało mi się to, co robiłam, ponieważ był Snapper’em i dałabym mu
wszystko, wysunęłam jego sztywnego, pulsującego kutasa z ust, wślizgnęłam się
po jego ciele, przywarłam swoimi ustami do jego ust, zaakceptowałam jego język,
gdy się wślizgnął do środka, podnieciłam się włoskami jego zarostu drapiącymi
moją skórę i pozwoliłam mu przewrócić się na plecy.
Po
chwili przerwał pocałunek i sięgnął po prezerwatywę.
Palcami
badałam kontury mięśni jego pleców, rozkoszując się mocą jego ciała pod moim
dotykiem i intensywnością w jego profilu, który spotkał moje oczy, gdy to
robiłam.
Jego
oczy powędrowały do moich, gdy jego
ręka wsunęła się
między nasze nogi i po prostu na mnie
patrzył, pokazując mi otwarcie tak wiele rzeczy, a wszystko jednym spojrzeniem,
że to było szaleństwo.
Był
podniecony. Uwielbiał mieć mnie pod sobą. Podobało mu się to, co robiłam z jego
kutasem. Nie mógł się doczekać, żeby wejść we mnie.
I
kochał mnie.
-
Kocham cię - wyszeptałam.
-
Ja też cię kocham, Rosie - wyszeptał tuż przed wślizgnięciem się we mnie.
Na
wspaniałość tego, że brałam go, sprawiając, że stawał
się częścią
mnie, zamknęłam oczy.
Snap
głaskał dłońmi tył moich ud, przeciągając je w górę, aż dotarł do moich kolan.
Umieścił je wysoko po swoich bokach, cały czas poruszając się we mnie.
Snapper
Kavanaugh był delikatnym kochankiem. Lubił robić to powoli. Lubił nie spieszyć
się. Lubił budować to, aż wszystko zaczęło płonąć jasno. Lubił być w chwili, a
nie być zagubiony w niej. I poprowadził mnie tam razem ze sobą.
Więc
poruszał się we mnie rozważnie, niespiesznie, upewniając się, że to czułam, gdy
ponownie brałam każdy cal jego długości, potem jeszcze raz i jeszcze raz, robił
to, cały czas mnie obserwując.
W
końcu zaczął mnie całować, a potem pieścił ustami moją szyję i nadal trzymał
mnie za kolana, żeby mnie kontrolować, powstrzymywał mnie przed wpadnięciem w
miejsce, w którym nie chciał, żebyśmy byli, i sprawiał, że po prostu to czułam.
Czułam nas. Jego ciężar. Ruchy naszych ciał. Nasze połączenie narastało i
ustępowało. Narastało i ustępowało. Narastało.
Dzięki
temu dostrajał się do mnie, budował to we mnie, w nas obojgu, ale wiedział,
kiedy mnie tam doprowadzał. Pocałunki stały się mniej delikatnymi,
penetrującymi muśnięciami języka, lekkimi smakami w ustach. Zagłębiały się,
splatając języki i łącząc nas. Ale nigdy nie było to porywające. Snap nie
pieprzył mnie językiem w usta. Snap w ogóle nie pieprzył. W przypadku Snapa
chodziło o pełną świadomość tego, że dzieliliśmy się tym, i o delektowanie się
tym w każdym szczególe.
To
właśnie wtedy, gdy pocałunki się rozgrzały, uderzenia jego kutasa stały się
szybsze, intensywność wzrosła. Wtedy puścił moje kolana i pozwolił mi się
pożreć, co zrobiłam, gryząc i ssąc jego szyję, jego dolną wargę, wbijając
paznokcie w jego ciało, wbijając pięty w jego tyłek, aby dostać go więcej, i
więcej, i więcej, więcej, więcej, aż
wzbiłam się wysoko, zakotwiczona w jego ciele, jego miłości, jego
bezpieczeństwie. Co się zwykle zdarzało, lub jakaś wersja tego, nieważne czy on
był na górze, ja byłam na górze, byłam na kolanach, byłam przy ścianie lub
pochylona nad oparciem kanapy, czy kiedykolwiek i gdziekolwiek to robiliśmy (a
gdy tylko furtka została otwarta, robiliśmy to często).
Całkowicie,
gdyby Snap był innym typem faceta, motocyklistą w wersji Stinga, poszedłby w
stronę tantry. Na serio.
Ale
mnie by do tego nie zmuszał.
A
kiedy tam dotarliśmy, nie... kiedy on mnie tam zabrał, był mocno nakręcony tym,
co mu dałam, ale wyczułam, że bardziej tym, co on mi dał, że jego eksplozja
była - nie było innego sposobu, żeby to opisać - nieskazitelna.
Miał
przytłumiony na dźwięki, skoncentrowany na uczuciach, więc wszystko: jego
zaciekły uścisk nade mną, sposób, w jaki zastygł głęboko we mnie, było tak,
jakby wyciągnął rękę i przyciągnął krawędzie powietrza wokół nas, tworząc małą muszlę,
w której byliśmy tylko on i ja uprawiający miłość i w końcu osiągnęliśmy punkt
kulminacyjny.
Shy
był niesamowitym kochankiem.
Beck
też nie był ani trochę gorszy.
Ale
tego nigdy nie miałam. Nawet nie wiedziałam, że to istnieje.
Teraz
wiedziałam, że nie mogę bez tego żyć. Nie tylko „tego” tego, ale dzielenia tego
„tego” ze Snapper’em.
-
Dobrze się czujesz? - szepnął, trącając moją szyję.
Czy
było dobrze?
Po
tym jak było zawsze ze Snapper’em, wiedziałam, że nigdy nie będę czuła się źle.
Bez
względu na to, co życie nam rzuci, zawsze damy radę.
Ponieważ
on sprawi, że tak będzie.
-
Jest dobrze - wyszeptałam, muskając również jego szyję i trzymając go przy
sobie na wszystkie możliwe sposoby, nawet po tym, jak naturalnie wycofał się ze
mnie.
Jeśli
kończył na górze, zawsze oddawał mi tyle swojego ciężaru, ile czuł, że jestem w
stanie znieść, a na szczęście, ponieważ moje żebra były prawie w pełni
wyleczone, mogłam znosić go coraz bardziej. Ale kiedy już to zrobił, nie
zostawił mnie.
To
było coś innego, co robił Snap. Nie wiedziałam, czy wolał seks, czy intymność
przytulania się po wszystkim (no dobra, był facetem, więc to był seks, ale to
drugie było bardzo blisko na drugim miejscu).
Z
tym też się nie spieszył.
Nie
rozmawialiśmy dużo. Ale dotykaliśmy się. Całowaliśmy. Trzymaliśmy się.
Przytulaliśmy się, wtulaliśmy w siebie, pieściliśmy i ściskaliśmy.
Ale
nawet jeśli po seksie nie rozmawialiśmy zbyt wiele, nie dajcie się zwieść,
Snapper Kavanaugh był gadułą, a mówił w dwóch językach, tym, do którego używał
ust właśnie przed chwilą, i tym, w którym używał absolutnie wszystkiego.
Ale
nawet dobre rzeczy musiały się kiedyś skończyć, więc ten poranek, jak każdy
poranek, kiedy zabraliśmy to, co było między nami, tam, gdzie powinno być,
musiał się skończyć.
–
Muszę już iść – wymamrotał.
–
Okej – odmruknęłam.
Odsunął
twarz od mojej szyi – Masz dziś wieczorem zmianę przy kolacji, prawda?
Skinęłam
głową - Będę w domu około jedenastej.
-
Nadal chcesz jutro obejrzeć ze mną tę nieruchomość?
Uśmiechnęłam
się do niego, podekscytowana tym, że będę mogła obejrzeć na żywo wybór jednej
z jego inwestycji - Zdecydowanie.
-
Dobrze - odpowiedział, obniżył się, pocałował mnie delikatnie, ale dokładnie,
po czym zsunął się ze mnie.
Przesunęłam
się na bok i patrzyłam, jak szedł nago do łazienki.
Miał
wytatuowany emblemat Chaosu na plecach, wagę Chaosu ze żniwiarzem unoszącym się
z jednej szalki i krwią kapiącą z drugiej, co, jak wiedziałam, wszyscy
mężczyźni Klubu mieli gdziekolwiek chcieli to umieścić, a jego była wzdłuż
żeber po prawej stronie.
A
wzdłuż lewej strony, od żeber do talii, prostą, małą, pragmatyczną czcionką
miał wyryty wiersz Niezwyciężony
Henley’a[1]:
Z
nocy, co wokół mnie zapada,
Czarnej
jak samo piekła łono,
Bogu
czy bogom – dzięki składam
Za
duszę swą niezwyciężoną
W
tego, co cierpię tu, okowach
Ani
się krzywię, a pod chłostą
Trafu
krwią spływa moja głowa,
Lecz
ją niezmiennie trzymam prosto.
Poza
padołem tym goryczy
Tylko
się Strach przed cieniem czai,
Grozie
lat, chociaż z nią się liczę,
Przystępu
w serca głąb nie daję.
Nieważne,
jak jest wąska brama
I
spis kar jak się ciągnie zwojem,
I kapitanem duszy swojej[2].
Nie
wiedziałam, co to było (Snap musiał mi powiedzieć).
Mimo
to, w chwili, gdy to przeczytałam, rano po naszej pierwszej wspólnej nocy,
dotknęłam tego ustami.
Nie
miałam co do tego żadnych pytań. To mówiło wszystko, a to, co mówiło,
definiowało Snappera.
Wiedziałam,
że Snap nie żył w ciemnościach nocy dręczony przez demony. Nie cierpiał zła.
Nie znosił niewypowiedzianych tortur. Nie stoczył żadnej krwawej bitwy. I jeśli
Bóg pozwoli, nigdy tego nie zrobi.
Miał
dobrą rodzinę, która go kochała, znalazł inną, która robiła to samo, a
następnie zdobył serce kobiety, która z dnia na dzień stawała się z nim coraz
bardziej związana.
Ale
on był taki samowystarczalny. Tak samoświadomy. Tak pewny siebie. W głębi duszy
wiedziałam, że można go dostarczyć prosto do bram piekła, a on z podniesioną
głową i wyprostowanymi ramionami przejdzie przez nie bez mrugnięcia okiem i
nawet chwili wahania.
To
był po prostu mężczyzna, jakim był.
To
nie było tak.
To
był po prostu mężczyzna, jakim był mój
mężczyzna.
Kiedy
powiedział mi, co to za wiersz, nie chcąc, żebym się martwiła, powiedział mi
też, że nie miał on żadnego znaczenia w odniesieniu do jego historii. To był po
prostu ciąg słów, który był jego najbardziej ulubionym, jaki kiedykolwiek
przeczytał. Przemawiał do niego i chciał, żeby przypominał mu o mocy tych słów,
a gdyby nadszedł dla niego czas, posłużyłby jako przypomnienie, żeby był tym
mężczyzną.
Nie
powiedziałam mu, że już jest tym mężczyzną. Miałam nadzieję, że nigdy nie
będzie musiał się o tym przekonać.
Ale
gdyby nadszedł czas, w którym zostałby wystawiony na próbę, wiedziałam, że wtedy
poznałby mężczyznę, którym był dla mnie.
W
cudzie dobroci, jak to bywa z cudami, przy całej autonomii Snappera, nie czułam
się pominięta.
W
tygodniach, odkąd oficjalnie zaczęliśmy, nie było niczym niezwykłym, że
wracałam do domu ze zmiany i znajdowałam Snapa rozciągniętego na mojej kanapie
i czytającego. Nie miał zamiaru witać mnie przy drzwiach i wciągać po schodach,
żeby uprawiać ze mną seks.
Chodziło
o to, żebym rozsiadła się z piwem lub kubkiem ziołowej herbaty, wtulona w niego
przed kominkiem, spokojna i odprężająca się przy nim, wciągającym jego książkę,
ale wciąż ze mną.
A
potem, kiedy nadchodził czas, zamykaliśmy dom, razem, i szliśmy po schodach,
razem, i znajdowaliśmy drogę do łóżka...
Razem.
Nie
skłamał. Byłam jego światem.
To
był po prostu cichy, niespieszny świat, w którym dach nad głową i bliskość
(oraz przytulny kominek) były wszystkim, czego potrzeba.
Ja
też byłam cicha. Zawsze taka byłam. Nie pociągali mnie motocykliści, bo byli
(stereotypowo) twardzi, dzicy i imprezujący, a wszystko kręciło się wokół
głośnej muzyki, głośnych motorów, dobrej zabawy i swobodnych kobiet.
Motocykliści też nie pociągali mnie (tylko) ze względu na mojego tatę.
To
była klubowa rodzina. Bliskość braci.
Ale
także, jeśli znalazłaś tego właściwego, a ostatecznie mi się to udało, chodziło
o siłę, ochronę i lojalność. Najzacieklejszą, najprawdziwszą lojalność, jaką
widziałam w życiu, zawsze demonstrowali motocykliści.
Właśnie
znalazłam dokładnie to, co dla mnie najlepsze.
Zdrzemnęłam
się, gdy Snap brał prysznic, ale obudził mnie, zanim poszedł, odgarniając mi
włosy z szyi i całując mnie tam.
Przesunęłam
wzrok w jego stronę.
-
Miłego dnia, Rosie - powiedział cicho.
-
Tobie też, Słonko - odpowiedziałam.
Dotknął
ustami moich ust i odszedł.
Przewróciłam
się na drugi bok, żeby móc obserwować, jak schodził po spiralnych schodach.
Nie
byłam tam, gdziekolwiek on mieszkał (bo zawsze to on przychodził do mnie). Nie
byliśmy na oficjalnej randce, ale spędzaliśmy każdą noc razem. Nie chodziliśmy
na żadne kolacje, ale dzieliliśmy się wszystkim, co mogliśmy, kiedy nie
pracowałam. Nie chodziliśmy do kina, ale obejrzeliśmy kilka filmów.
Snapper
Kavanaugh i Rosalie Holloway mieszkali w małej wozowni schowanej daleko od
miejskiej ulicy, w naszym małym Edenie, schowani i odizolowani od świata
zewnętrznego.
Idealnie
dla Snapa.
I
jak wszystko, co miałam ze Snapem, idealne dla mnie.
*****
Przygotowywałam
się do zmiany, gdzie wciąż byłam barmanką, ale miałam być na sali od następnego
tygodnia.
Nie
mogłam się doczekać, żeby pójść na salę, bo za barmankę dostawałam więcej w
dziale wypłat, ale jako kelnerka mogłam dostać niezły napiwek, a jeśli
kiedykolwiek miałam dać Snapper’owi jego kącik do czytania i sobie meble
ogrodowe, musiałam zarabiać o wiele więcej, niż zarabiałam w tej chwili.
Więc
gładziłam swoje rzęsy tuszem, nie zwracając uwagi na fakt, że wszystkie
przebarwienia i siniaki dawno zniknęły. Mój nos wrócił do normy. Miałam małą
bruzdę na brwi, ten rozłam i linia, która go tworzyła, były nadal różowe, ale
zmniejszały się.
Nic
z tego nie miało dla mnie znaczenia.
Po
prostu nakładałam tusz do rzęs.
I
wtedy zadzwonił telefon.
Na
ekranie pojawił się nieznany mi numer i nie wiedziałam, co skłoniło mnie do
odebrania go. Nigdy nie odbierałam połączeń, których nie znałam, bo w
większości przypadków były to połączenia marketingowe, a nikt nie lubił
irytacji związanej z połączeniami marketingowymi.
Ale
odebrałam.
I
zajęłoby mi dużo czasu podjęcie decyzji, czy byłam zadowolona, że
to zrobiłam,
czy żałowałam tego.
-
Halo? – przywitałam się.
-
Rose, to ja.
Opuściłam
głowę i spojrzałam na umywalkę.
Beck.
Nic
nie powiedziałam.
-
Nie mam dużo czasu. Nie dostajemy wielu szans na telefon i za mną jest kolejka,
a nie są zbyt cierpliwi.
-
Beck…
-
Naprawdę spieprzyłem i wiem o tym.
Boże.
I
to jak spieprzył.
Ale
to było też tak bardzo przeszłością, że już nie miało znaczenia.
-
Beck…
-
Wywracało mi się w żołądku, gdy cię dotykałem. Prawie zwymiotowałem, gdy
patrzyłem, jak chłopcy się na ciebie rzucali. Myślałem, że robiłaś to dla Cage’a
i to był jedyny powód, dla którego poczułem ten ogień w brzuchu, bo myślałem,
że wszystko, co mieliśmy, to było kłamstwo, a przez cały czas, który
spędziliśmy razem, twoje serce było z nim. Mimo to nigdy nie powinienem tego zrobić.
Nigdy nie potraktowałem kobiety w ten sposób. Nigdy nie myślałem, że mogę być
mężczyzną, który zrobi coś takiego kobiecie. Zwłaszcza kobiecie, która coś dla
mnie znaczyła. Każdej nocy, leżąc w tym miejscu, nie spałem, nie mogłem
wyrzucić tego gówna z głowy, tego, co ci zrobiłem. Co pozwoliłem im ci zrobić.
Nawet w ciągu dnia, jeśli się nie broniłem, tak bardzo tkwiło mi to w gardle,
że nie mogłem oddychać.
Było
w tym coś, co mi dał i ja to wiedziałam. Wiedziałam, że nie podjęłam całkowicie
głupiej decyzji, pozwalając mu wejść do mojego życia i serca.
Nadal,
to nie miało znaczenia.
-
Okej, ale Beck…
-
Kocham cię.
O
nie.
-
Beck - wyszeptałam.
-
I przepraszam.
To
sprawiło, że podniosłam głowę i wpatrywałam się w lustro niewidzącym wzrokiem,
a wszystkie jego słowa podczas tej rozmowy telefonicznej przeszyły mnie na
wskroś.
-
Beck… - zaczęłam pilnie.
-
Znajdź kogoś dobrego następnym razem, kochanie - wyszeptał, a teraz jego słowa
wywołały u mnie dreszcz.
-
Beck! - krzyknęłam.
Ale
go nie było.
Po
omacku pomacałam telefon i jakoś udało mi się zadzwonić do Snappera.
Zadzwonił
tylko dwa razy, gdy odebrał - Hej, Scully.
-
Beck właśnie dzwonił – wyrzuciłam z pospiechem.
-
Słucham? – zapytał, nie brzmiąc na zadowolonego.
-
Chyba z więzienia – powiedziałam mu.
-
Jezu Chryste – warknął.
-
Nie, Snap, on coś zrobił albo coś zrobi.
-
Mała, mówiłem ci, że… – zaczął.
-
Nie, nie, nie! – przerwałam mu gorączkowo - Powiedział, że mnie kocha i
przeprasza, i kazał mi znaleźć kogoś dobrego, a potem rozłączył się.
Snapper
milczał.
Całkowicie.
Dokładnie
tak, jak myślałam.
Do
diabła!
-
Snapper! - krzyknęłam.
-
Pozwól mi wykonać kilka telefonów - powiedział.
-
On będzie donosił - oświadczyłam.
-
Zachowaj spokój, Rosie, i pozwól mi wykonać kilka telefonów.
-
Mogę to zrobić, to znaczy nie mogę, jak się już nauczyliśmy, ale brat nie może
donosić, Snapper.
-
Rosie, mała, pozwól mi się rozłączyć, żebym mógł wykonać kilka telefonów.
-
On umrze w ciągu tygodnia.
-
Mała, pozwól mi odejść teraz.
-
Przekaż mu wiadomość. Powiedz mu, żeby tego nie robił. Powiedz mu, że ja mu
powiedziałam, żeby tego nie robił.
-
Okej.
-
Nie chodzi o niego - powiedziałam pośpiesznie - To znaczy tak, ale nie. W
świecie, w którym żyjemy, nie może naprawić krzywdy, którą mi wyrządził, jeśli
nie pozwoli, by sprawiedliwość stała się faktem. Ale nie w ten sposób, Snap.
Nie w ten sposób.
-
Słyszę cię, Rosie - powiedział łagodnie - Teraz muszę cię opuścić, mała.
-
Okej, Snap.
-
Zadzwonię, jak coś będę wiedział - powiedział.
-
Okej.
-
Kocham cię - dokończył.
-
Ja też cię kocham - odpowiedziałam.
Rozłączył
się, a ja miałam trudności ze skupieniem się na tuszu do rzęs.
-
Bo swego losu jestem panem i kapitanem duszy swojej
- szepnęłam do swojego odbicia, próbując opanować panikę.
To
nie zadziałało, kiedy doszłam do wniosku: Problem
w tym, że on też.
*****
Tego
wieczoru o jedenastej siedem w zasadzie pędziłam autem, wracając do domu po
zmianie, dotykając pilota drzwi garażowych i wjeżdżając do garażu.
A
Snapper nie leżał rozłożony na kanapie z książką, tylko po to, by spojrzeć
ponad nią, gdy dotarłam do salonu i obdarzyć mnie ciepłym spojrzeniem pod
hasłem „szczęśliwy, że jesteś w domu, teraz chodź tu i przytul się do mnie”.
Nie
zdążyłam nawet wjechać do garażu (obok jego pickupa, nawiasem mówiąc, miał
teraz drugiego pilota), gdy zobaczyłam go w drzwiach do kuchni.
-
O, nie, nie, nie, nie, nie – skandowałam.
Nie
mogłam mieć telefonu przy sobie w pracy, ale sprawdziłam go podczas przerwy i
dostałam wiadomość od Snapa, że nadal sprawdzał sprawę.
Ale kiedy poszłam po torebkę
po skończonej zmianie, dostałam kolejną
wiadomość od Snapa - Mam szczegóły, kotku. Nie myśl
o tym. Może nie jest tak źle, jak myślisz.
Podzielę się tym, jak wrócisz do domu.
Nie
jechałam do domu, jakby diabeł deptał mi po piętach, ponieważ po pierwsze,
Snapper był tam i warto było wrócić do domu zdrową i w jednym kawałku, a po
drugie, nie byłam wielką fanką kierowców, którzy jeździli tak, jakby to, dokąd
jechali, było ważniejsze od wszystkiego, co dzieje się na planecie, więc
odmówiłam bycia jedną z takich osób.
Mimo
to nie guzdrałam się.
Po
zaparkowaniu złapałam torebkę i szybko wysiadłam z samochodu, nie podobało mi
się to, że Snapper czekał na mnie w drzwiach kuchni.
Powiedział,
że może nie było tak źle, jak myślałam.
To,
że stał w drzwiach, sprawiło, że pomyślałam, że było gorzej, niż myślałam.
-
Hej - zawołałam, trzaskając drzwiami samochodu.
-
Hej, mała - odkrzyknął.
Obeszłam
maskę samochodu - Czemu czekasz w drzwiach?
-
Bo martwię się o twój stan umysłu - powiedział mi.
-
Mój stan umysłu był kontrolowany, dopóki nie zobaczyłam cię stojącego w drzwiach.
Kąciki
jego ust drgnęły i to w końcu mnie uspokoiło.
Odsunął
się, abym mogła wejść do środka, ale także aby mógł podejść do lodówki i chwycić
dla mnie piwo. Nawet nie zaproponował herbaty.
Nie
dał mi też pocałunku na powitanie.
To
było coś więcej niż herbata, co było złe. Ale Snap spotkał mnie w drzwiach i
nie dał mi buziaka?
Okej,
teraz mój umysł nie był już spokojny.
Odkorkował
sobie Fat Tire, dla mnie Blue Moon, podał mi moje, a potem oparł się biodrem o
blat.
Nie
wzięłam łyka piwa.
Spojrzałam
mu w oczy.
-
Mów do mnie - zażądałam.
-
Zajęło mi trochę czasu, zanim to zrozumiałem, bo to nie są informacje, które
policja chce, by znalazł każdy, ale mam to. Throttle się nawrócił.
-
On co?
-
Nawrócił się. Zmienił strony. Teraz jest TI.
O
mój Boże.
Wiedziałam,
co to znaczyło
-
Tajny informator? - poprosiłam o potwierdzenie.
-
Tak. Trzymając go w środku, znajdą jakąś lukę lub szczegół techniczny, aby
wypuścić jego tyłek. Wróci do tego, co zostało z Bounty. Ze wszystkich
doniesień wynika, że Bounty, niezależnie od tego, że gówno już jest
napiętnowane i z tego powodu grozi im odebranie statutu, wraca do pracy tam,
gdzie pracuje, łącznie z Valenzuelą. Ponieważ najwyraźniej to się nieuchronnie
stanie, kiedy to się stanie, Throttle zamierza kopać tak głęboko, jak tylko
może i dać im wszystko, co znajdzie.
-
Cholera jasna – wyszeptałam.
Snapper
skinął głową – To cholernie niebezpieczne. I, mała, ostrzegam, stopnie, jak
kapuś może być kapusiem, są liczne, żaden z nich nie jest popularny, a to jest
najwyższy stopień, jaki możesz uzyskać. Jeśli on ma zamiar odpokutować, ten
skurwiel jest w tym wszystkim.
Wtedy
wzięłam łyk piwa.
Długi.
-
Obiecał też, że będzie trzymał Bounty z dala od ciebie.
O
mało się nie zakrztusiłam Blue Moon.
Przełknęłam
z trudem, a Snap kontynuował.
-
Jest objęty ochroną, jak wyjaśniłem, ale on dodał ubezpieczenie. I, mała, zanim
to za bardzo wniknie w twoją głowę i namiesza ci w niej, po tym telefonie nie
ma wątpliwości, że robi to dla ciebie, ale dostaje też immunitet, a jeśli
gówno, które dostanie od Valenzueli, jest wystarczająco dobre, świadek koronny.
-
Program ochrony świadków? - wyszeptałam.
Snap
skinął głową - Valenzuela to nie tylko duża ryba, jest powiązany z jeszcze
większymi rybami. Ta operacja może trwać miesiącami, może dłużej i ujawnić
wiele rzeczy. Jak Throttle zaoferuje coś soczystego, będzie musiał zeznawać
przeciwko nim i dostanie ochronę.
-
Jak bardzo ochronna jest ochrona świadków? - zapytałam, a Snap się uśmiechnął.
-
Dużo czytam, Rosie, ale nie jestem pewien, czy czytałem jakieś statystyki na
temat tego, ilu złych facetów, którzy stali się kapusiami, zostało zlikwidowanych
z zemsty. Chociaż wiem, że nie oferują tego gówna losowo i na pewno nie hojnie.
Jeśli je dają, zamierzają, żeby zrobiło to, co powinno. Więc zsunie się z widoku
w sposób, który będzie wymagał sporo wysiłku, żeby ktokolwiek mógł go znaleźć.
Wciągnęłam
głęboki oddech, a potem wypuściłam.
-
Musisz coś wiedzieć.
Sposób,
w jaki Snapper to powiedział, nie pomógł mi w pozostaniu we końcu uspokojonym
stanem umysłu.
-
Co? - zapytałam.
-
To był nasz plan od samego początku.
Wpatrywałam
się w niego.
-
Chaos chciał, żeby się nawrócił - wyjaśnił.
O
Boże.
-
Wiedziałeś o tym? - zapytałam.
Powoli
skinął głową.
-
Powiedziałeś mi, że chodziło o zamknięcie sposobów wysyłki – przypomniałam mu –
O ingerowaniu w dystrybucję Valenzueli. Pokazanie Bounty najgorszego i
sprowadzenie ich z powrotem na właściwą stronę.
-
Rosie, kochanie, jeśli pamiętasz, wspomniałem, że chcieliśmy, aby ci chłopcy
byli w knajpie, by można było na nich wywierać presję, żeby postępowali
właściwie, a to, że jeden z Bounty nawrócił się i współpracuje z policją, z
pewnością jest słuszne. Prawdę powiedziawszy, Tack zawsze chciał wywierać
większą presję na Throttle’a, bo uważał, że facet zrobi wszystko, aby cię
zatrzymać, absolutnie trzymać się blisko ciebie i nie mieć niby-stałej rezydentury
w paczce. Potrzebował tylko odpowiedniej zachęty, aby wyciągnąć głowę z tyłka i
to zrobić. Oczywiście, wszystko to miało się odbyć bez wiedzy Throttle’a, że pomogłaś
wsadzić jego tyłek do celi. Ale
to był nasz ostateczny cel.
Odwróciłam
głowę, żeby spojrzeć przez okno, ale nic nie zobaczyłam, biorąc pod uwagę, że
brałam kolejny głęboki łyk piwa i nie podobały mi się myśli kłębiące się w
mojej głowie.
-
Rosie – zawołał, jego ton był pytający i słodki.
Ponownie
zwróciłam na niego uwagę.
-
Dlaczego mi nie powiedziałeś?
-
Bo to był cel Chaosu. Moim celem było, żebyś zrozumiała, że jest dupkiem i
go rzuciła, żebym mógł
mieć czystą drogę.
Zajęło
mi sekundę, zanim dotarły do mnie jego słowa.
A
kiedy to nastąpiło, prawie wybuchłam śmiechem.
Udało
mi się tego nie zrobić, ale nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu.
Snap
odwzajemnił uśmiech, tak bardzo Snapper’owo, nie chowając przede mną tego, że
czuł ulgę.
Albo
jak bardzo mu ulżyło.
Ale
jego uśmiech nie trwał długo.
-
Valenzuela zniknął – oznajmił.
Miałam
zamiar wziąć kolejny wzmacniający łyk piwa, ale to, co powiedział, sprawiło, że
się powstrzymałam.
-
Co?
-
Nikt go nie widział od tygodni. Tygodnie, które teraz zamieniają się w
miesiące.
-
Wow - wyszeptałam.
-
Tak - zgodził się.
-
Co to znaczy? - zapytałam.
-
Nie mamy pojęcia - odpowiedział.
-
Myślisz, że bez niego jest lepiej czy gorzej?
-
Myślę, że bez niego jest niepewnie. Nie byli z nim do końca pewni, bo ten facet
jest cholernie popieprzony. Nigdy nie można było przewidzieć, co zrobi, po
prostu to, co robi, było tym, co o nim wiemy. Cholernie popieprzony. Ale
przynajmniej był widoczny, w pobliżu, i chociaż jego operacja jest ścisła, a
jego obecność nie dała nam w kość, coś jest lepsze niż nic. Jego zniknięcie z widoku
to po prostu nic, a nic w tej sytuacji nie jest dobre. Niepewne nic
zdecydowanie nie jest lepsze.
-
To nie brzmi najlepiej - zauważyłam swoim niedopowiedzeniem.
-
Nie brzmi - Snap zgodził się niepotrzebnie - Ale mimo wszystko, jego odejście
nie oznacza, że jego działalność
ustała. Jego ekipa nadal działa,
jakby był u steru, pełną parą.
-
Wiesz, co to znaczy? - zapytałam.
Wzruszył
ramionami - Albo wydaje rozkazy zdalnie, albo powierzył to komuś innemu. Nie
mamy nad tym kontroli, policja też nie, i to sprawia, że wszyscy są
nerwowi.
Czułam
się nerwowa razem z nimi i tak naprawdę nie rozumiałam, co się dzieje.
Z
opóźnieniem dotarło do mnie, że dzielił się tym ze mną.
I
ostrożnie zwróciłam mu na to uwagę - Myślałam, że nie zamierzaliśmy rozmawiać o
takich rzeczach.
-
Cóż, ja jestem w tym głęboko, a twój były jest teraz jeszcze głębiej. Nie
wspominając o tym, że musiałem wyznać, co Klub robił z twoim byłym i nie
wiedziałem, jak na to zareagujesz - Uśmiechnął się - Więc chociaż nie zamierzam
dawać ci codziennych raportów o stanie rzeczy, nigdy nie miałem zamiaru trzymać
cię w całkowitej nieświadomości, więc oto, gdzie jesteśmy teraz. Ja, Chaos... i
Throttle.
Mój
Snapper był taki niesamowity.
-
Dziękuję, Snapper - powiedziałam cicho.
-
Nie ma za co, Rosie - odpowiedział.
-
Chociaż uważam, że to dość dziwne, dziękuję ci za to, że nie trzymałeś mnie w
całkowitej nieświadomości w sprawie tego handlarza narkotyków, stręczyciela
kobiet, przemytnika broni, producenta filmów pornograficznych, złego faceta i
mojego byłego, który spuścił mi łomot ze swoimi braćmi, a który teraz ryzykuje
życiem, aby uzyskać immunitet i zadośćuczynienie, coś, w co twoi bracia go w zasadzie wrobili.
Jego
uśmiech rozszerzył się - Tak, mała. Teraz wiemy dokładnie, jak miło jest mieć
naszą małą chmurkę słodyczy w morzu całego tego szaleństwa.
Och,
jejku, wiedziałam, co miał na myśli.
I
podobało mi się, że czuł, jakby był tam ze mną.
Chmura
słodyczy.
To
było prawie lepsze niż Eden.
Ale
Eden był rajem, więc zamierzałam się tego trzymać.
-
Tak - odpowiedziałam, a następnie wzięłam łyk piwa.
Kiedy
skończyłam, Snap zapytał - Jest dobrze?
Skinęłam
głową.
Przyjrzał
mi się - Jesteś pewna?
Ponownie
skinęłam głową.
Zbliżył
się do mnie, wyciągając rękę, by zaczepić boczną szlufkę paska moich dżinsów i
przyciągnąć mnie znacznie bliżej siebie.
Nasze
ciała były kilka cali od siebie, gdy zauważył - Rosie, trochę świrowałaś.
Obawiałam
się, że będzie się tym martwił. Kobieta nie powinna tak świrować z powodu
byłego, a droga do naszej słodkiej chmury była dość wyboista.
-
Snap, nie mam nic przeciwko temu, żeby zapłacił za to, co mi zrobił. Ale karą
za to nie jest bycie zadźganym.
Zaczął
chichotać i przez to mruczał - Moja Rosie mówiąca „dźganym”. Za słodkie.
Pochyliłam
się do niego, opierając ciężar ciała na jego ciele, uśmiechając się do jego
przystojnej twarzy - Cieszę się, że uważasz to za słodkie. Ale nadal nie chcę,
żeby go dźgano. I szczerze mówiąc moim zdaniem, dobrze mu z tym, jak
odpokutował. I mam nadzieję, że program świadków jest lepszy niż wszystkie te
programy, jakimi mafiosi znajdują swoją ofiarę i zmuszają ją do ucieczki, żeby uratowała
życie.
Nastąpił
moment wahania, zanim Snapper odpowiedział - Tak, ten facet był wielkim dupkiem
i poważnym idiotą, ale nie może się powstrzymać, wystawia tyłek w ten sposób,
żeby mieć nadzieję na to samo - Przesunął ręką wzdłuż mojej talii i przyciągnął
mnie bliżej, niestety mówiąc - Skoro jesteśmy przy ciężkich tematach, równie
dobrze możemy wyrzucić wszystko.
Och,
rany.
-
Co? – zapytałam.
Nie
kazał mi czekać i na szczęście nie było to tak ciężkie, jak myślał.
Z
drugiej strony, z tymi ciężkimi tematami, jakie poruszaliśmy, nie zrobiło się
dużo ciężej.
-
Speck chce porozmawiać - podzielił się - Miał być przy tobie, kiedy cię porwali
i czuje się fatalnie z powodu tego, jak potoczyły się twoje sprawy.
Powstrzymywałem go, bo nie był moją ulubioną osobą i nie chciałem, żeby był
blisko ciebie. Ale wszystko się uspokoiło, jesteś w porządku, muszę to
odpuścić, a on musi powiedzieć swoje, żeby mógł zrzucić ten ciężar.
-
To nie była jego wina.
-
Musi powiedzieć swoje.
-
Okej, może powinniśmy zaprosić go na kolację w jeden z moich wolnych wieczorów.
-
Nie ma potrzeby aż tak dużo mówić.
Zaczęłam
się śmiać.
O
tak.
Snap
kochał naszą małą chmurkę tak samo jak ja.
-
Jasne, to spotkamy się z nim na drinka albo coś.
-
To będzie dobre - mruknął.
-
To wszystko? - zapytałam.
-
Nie - odpowiedział.
Rany!
Miałam
ciężki wieczór, stałam i robiłam drinki, martwiłam się o Becka, a teraz
wszystko było dobrze (albo całkiem dobrze). Chciałam tylko dokończyć piwo,
kochać się z moim facetem i iść spać.
-
Co? - podpowiedziałam.
-
Shy robi podchody. On i Tab chcą, żeby wszystko się ułożyło z nami i nimi.
To
mnie zdezorientowało.
-
Jak się ułożyło?
-
Shy nie zrobił z tobą prawidłowo - zaczął wyjaśniać. - A co za tym idzie, Tab
też była w to zamieszana. Oni to czują i czują to od jakiegoś czasu, ale teraz,
kiedy wróciłaś do rodziny, na pewno mocniej. Chcą się upewnić, że w rodzinie
wszystko jest w porządku.
-
No cóż, przypuszczam, że wszyscy możemy się napić, ale to i tak absurd.
-
Słucham? - zapytał.
-
Umawiałam się z Shy’em przez ile? Miesiąc lub coś koło tego? Zerwał ze mną,
zaczął z Tabby, pobrali się i mają dziecko. Jasne, wtedy bolało, ale wtedy było
wtedy i poszłam dalej. To nie tak, że Adam odrzucił Evę dla księżniczki
motocyklistów i musieli przeprosić Boga. Ludzie się spotykają. Rozstają się.
Idą dalej. Jest jak jest i tak było, a teraz wszyscy jesteśmy gdzie indziej.
Nie ma potrzeby robić z tego wielkiej sprawy.
-
Kurwa, o ile mocniej mogę cię kochać?
Poczułam,
jak każde z tych słów przenikało przez moją skórę i pędziło prosto do mojego
serca.
-
To takie dziwne - odpowiedziałam - Ciągle zadaję sobie to samo pytanie.
Na
moje słowa całe zachowanie Snappera uległo zmianie i poczułam, że one tak samo
znalazły drogę do jego serca.
I
to mnie uszczęśliwiło.
-
Czas dokończyć piwo, Rosie – oznajmił.
Wiedziałam,
że nie nadszedł czas, aby dokończyć moje piwo.
Nadszedł
czas, aby pójść spać.
Razem.
Więc
zrobiłam coś, czego nie robiłam odkąd miałam dwadzieścia lat.
Wypiłam
prawie całe piwo jednym łykiem.
Potem
całowałam się z moim facetem w kuchni, oboje się uśmiechając, bo Snapper
najwyraźniej uważał, że oglądanie, jak piję piwo, było zabawne, a ja byłam
szczęśliwa, że on uważał
mnie za zabawną.
Wyrzuciłam
butelkę.
Snap
i ja zamknęliśmy dom.
I
poszliśmy spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz